Wspomnienia o siostrze Petrze Katarzynie, Reginie Filsz, dominikance (1917-2007)
Śpieszmy się pytać ludzi...
Parafraza słynnych słów ks. Jana Twardowskiego Spieszmy się kochać ludzi użyta w tytule ma swoje uzasadnienie. Tytułową bohaterkę, zasługującą na wdzięczną pamięć, znało wielu ludzi, którzy mogliby przekazać o Niej i Jej czasach wileńskich tyle cennych wiadomości.
Niestety, nie zapytamy już ani śp. śp... O. Witolda Słabiga OP, ks. Prałata Jana Kasiukiewicza, Jana Drutela, organistę, Kazimierza Romansewicza... czy też jej przyjaciół wrocławian Krzemińskich – z urodzenia – wilnian: Leszka, malarza konserwatora i jego żonę Martę, historyka sztuki, dzięki którym niżej podpisaną spotkał ogromny zaszczyt i szczęście poznania siostry Reni. Chciałoby się mieć nadzieję, że może ten tekst zachęci kogoś jeszcze do podzielenia się swymi myślami i wiedzą o tej niezwykłej postaci...
Dominikanka w murach pobenedyktyńskich
O niezwykłej drodze życiowej, heroicznej postawie i ofiarnej pracy siostry Reginy mogłaby powstać niejedna książka czy film. Ci, co Ją znali, wiedzą o czym jest mowa. Barwne i piękne jej życie, życie z wielką pasją jest po prostu nie do opisania słowami. Ten tekst został po części oparty na wspomnieniach wybranych osób, które zachowały w pamięci bezcenne wiadomości o Niej jako człowieku, przyjacielu, kierowniku duchowym, charyzmatycznej pięknej, wrażliwej i niezwykle hojnej osobie, do której w każdej chwili można było się zwrócić nie tylko w duchowej potrzebie, ale też w każdej innej.
Ludzie są nieraz porównywani do płonącej świecy, która się spala po to, by swym blaskiem oświecać i ogrzewać innych. Taką też była s. Regina,... Pani Renia – dla wielu, gdyż nawet po roku 1990 nie wszyscy wiedzieli, że była tercjarką zakonu dominikanów, mając zaś tę wiedzę można dostrzec, jak wyraźnie emanowała z niej charakterystyczna dla tego zakonu duchowość, poznać, że to córka św. Dominika. Jej mieszkanie w siedemnastowiecznych murach pobenedyktyńskich pod adresem: ul. Św. Ignacego 5-63, stało się „wielofunkcyjnym” ośrodkiem duchowo-intelektualno-kulturowym, swego rodzaju „centrum katechetycznym”, a dla niektórych – Betanią. Wśród jej znajomych i przyjaciół byli ludzie stojący od najniższych do najwyższych szczebli drabiny społecznej.
Garść informacji biograficznych
Niewiele zachowało się źródeł pisanych, czy pamiątek materialnych do udokumentowania życiorysu s. Reginy. Urodziła się w rodzinie urzędniczej 31 marca 1917 r. w Korsakówce, na ziemi obecnie będącej w granicach Białorusi. Ojciec jako pracownik kolei państwowych był przenoszony do różnych miejsc w charakterze zawiadowcy stacji kolejowych. Gdy miała zaledwie cztery lata zmarła Jej Mama, którą zapamiętała. O drugiej żonie ojca i przyrodzonym rodzeństwie zawsze wspominała z wdzięcznością. Otrzymała staranne wychowanie domowe, Jej ojciec marzył o studiach dla Niej, zapewne na USB, gdzie w okresie międzywojennym studiowało już sporo dziewcząt. Wojna pokrzyżowała plany. Zdążyła w Brześciu ukończyć szkołę krawiecką, przygotowującą elitarne krawcowe. Miała tę sztukę doskonale opanowaną, dawała ona godziwy zarobek nawet w smutnych czasach powojennych. W kościele w Kluszczanach (parafia ta w granicach Białorusi w okresie międzywojennym słynęła z niezwykle owocnej działalności za sprawą przede wszystkim jej proboszcza ks. Adama Wojciechowskiego) w mroźną noc 2 lutego 1947 roku wraz z czternastoma jeszcze dziewczętami składa śluby zakonne, przyjmując imię zakonne – Petra Katarzyna. Mimo prześladowań Kościoła i trudnych warunków formacji zakonnej – wybrała trzeci zakon św. Dominika – był to owocny okres dla s. Petry Katarzyny, Reginy. Pomagała w wielu parafiach. Do Wilna przeprowadziła się 5 lutego 1961 roku, gdzie spędziła połowę swego życia – 46 lat. Wiele lat śpiewała (piękne soprano i absolutny słuch muzyczny) w chórze przy kościele Ducha Św. w Wilnie. Na początku lat 90. odrodzona została z inicjatywy o. Witolda Słabiga działalność trzeciego zakonu, koncentrującego się na modlitwie, modlitwie wstawienniczej przede wszystkim, co kosztowało s. Renię wiele wysiłków i trudów.
Siostra Petra Katarzyna, Regina odeszła do wieczności 11 lutego 2007 roku w miejskim szpitalu przy ul. Subocz. Dane jej było wiele talentów i darów, których nie marnowała, ale też musiała się zmagać z mnóstwem trudności, nie wykluczając ciężkich chorób, w tym nowotworu i tyfusu (w czasie wojny). Pochowana została na wzgórzu cmentarza wileńskiego na Lipówce. Na wieczną drogę otrzymała habit dominikański, albowiem na co dzień tercjarze habitu nosić nie mogą.
Przedpole Rodzinki Dominikańskiej?
Wilno wybrała głównie ze względu na pozostające w budynku klasztoru benedyktynek po jego zamknięciu wiekowe zakonnice, potrzebujące pomocy i opieki. To Jej wileńskie mieszkanie stało się miejscem spotkań nie tylko dla wilnian, osób zaprzyjaźnionych, lecz również oazą, domem otwartym dla różnych gości z daleka (najczęściej z Polski) o każdej porze, w którym można było się spodziewać nie tylko serdecznego przyjęcia, smacznego obiadu (s. Renia świetnie gotowała. Do dzisiaj w niektórych domach jej bezpośrednich lub pośrednich znajomych i przyjaciół króluje gotowana szynka wieprzowa, zwłaszcza na Wielkanoc, potocznie zwaną „szynką Reni”) znajomych, lecz nawet noclegu (ku niezadowoleniu prawowitych gospodarzy, za jakich uważały się niektóre domowe zwierzątka, np. jeż Szpiluś potrafił w nocy ubranie intruza zaciągnąć pod drzwi). Tu przygotowywała dzieci do I Komunii Świętej, młodzież do Sakramentu Bierzmowania oraz Sakramentu Małżeństwa. Z bogatej biblioteki pani Reni korzystali młodzi goście. Dzięki spotkaniom ludzie lepiej poznawali się nawzajem, rodziły się przyjaźnie (niektóre przetrwały długo), dzielono się myślami, planowano i organizowano wspólne wyprawy, nawet do Katynia. Wspierano przede wszystkim modlitewnie tych, którzy z grona przyjaciół wybrali drogę kapłańską i studiowali w duchownym seminarium w Kownie. Spojrzenie na upowszechnianie duchowości dominikańskiej wśród młodzieży wileńskiej przez s. Reginę pozwala na dostrzeżenie pewnego podobieństwa tamtej rzeczywistości do fenomenu wileńskiego lat 90., jakim była „Rodzinka Dominikańska”, założona przez trzech wszystkim dobrze znanych do dziś, wówczas bardzo młodych ojców dominikanów z Polski. Niewątpliwie i Rodzinka i działalność s. Reginy były wielką łaską dla Wilna.
Moc i kruchość
„Dałeś mi Panie tak gorące serce i drogę życia zakonnego, naucz więc to pogodzić, naucz ascezy ukrytej i pięknej” – nie jest to dokładny cytat s. Reginy, ale o tym często rozmawiała z Bogiem. Osobowość o mocnym i prawym charakterze, dość impulsywna, stanowcza a zarazem niezwykle wrażliwa i łagodna, poetycka dusza i jasny promyk w tym szarym świecie, to dzięki takim ludziom przetrwały na Wileńszczyźnie wartości, które wszelkimi sposobami usiłowano wykorzenić (Anna Adamowicz). Pełna empatii, potrafiła zrozumieć każdego człowieka. Była gorącą patriotką, wielką miłośniczką i znawczynią dziejów ojczystych, wydeptała wraz ze swą podopieczną młodzieżą wiele ścieżek Polski. Pisze w jednym z listów „mało kto chyba z mieszkańców Polski wydeptał tyle jej ścieżek, cożeśmy wydeptali”. Jednocześnie posiadała niekłamany głęboki szacunek dla ludzi innych narodowości czy wyznań, nie miała w sobie ani krzty ksenofobii, czy uprzedzeń do nikogo. Nawet będąc już po 80. roku życia umiała nawiązywać kontakty z dziećmi i młodymi o różnych usposobieniach, potrafiła w nich dostrzegać Boże piękno.
Siostra Renia miała kilka kotów, którymi się opiekowała, również miała dużo ciekawych historii z życia lub z książek, którymi lubiła się dzielić (tu warto wspomnieć o takim pięknym zwyczaju siostry Reni: zanim zaczynała czytać jakąś książkę czy artykuł najpierw się modliła za autora.
Siostra Renia też zawsze do wszystkich miała bardzo serdeczne podejście do ludzi i było bardzo miło móc u niej gościć. Często w niedzielę po Mszy w kościele Ducha Św. wraz z mamą i małym jeszcze rodzeństwem wpadaliśmy w gościnę do siostry Reni, ona zawsze się cieszyła naszą wizytą, a my też tym, że mogliśmy u niej gościć. Ile pamiętam, siostra Renia też nigdy nie narzekała, zawsze była pogodną (Adam Sipowicz).
Zachwycała się heroizmem mężatek i matek. Każdego człowieka traktowała z wielkim szacunkiem, tak jakby był jedyną osobą na świecie. Miała ten wielki Dar Bożej Miłości do człowieka i całego stworzenia. Kochała wszystko, co Bóg stworzył: człowieka, kota, psa, ptaki, drzewa, rośliny, w Jej sercu wystarczało miejsca dla wszystkich, osobowość tak bogata, że się ma obawę mówiąc o Niej by nie spłycić wizerunku, nie ograniczyć go na skutek słabości środków wyrazu (Anna Sipowicz).
Mimo tak wielkiego serca dla wszystkich i wszystkiego, jako Osoba, miała też w nim szczególne zakątki w sercu dla tych Najdroższych, Najbliższych.
Proszę nie starzeć
Siostra Renia, jako osoba niezwykle inteligentna i błyskotliwa była też obdarzona delikatnym poczuciem humoru. Przypomnieć należy o szczególnym przypadku, kiedy zaskakiwała swego rozmówcę nieoczekiwaną prośbą wygłaszaną z poważną miną: Mam do Pani/Pana serdeczną prośbę... i kiedy osoba pytana w gotowości spełnienia tej prośby zamieniała się w słuch, nagle słyszała: ...A proszę nie starzeć!!!
Na pewno jest to kapitalna prośba, którą można skierować do wszystkich. Nie chodzi tu bowiem o zanegowanie praw biologii, lecz o zachowanie tego umieszczonego w nas niezniszczalnego Piękna. A więc, proszę nie starzeć!!!
* * *
„Bohaterka tego artykułu posiadała niezwykłą umiejętność odnajdywania lekkości w chwilach życia. „Proszę, nie starzej się!” – co za głęboka, a zarazem zabawna prośba, przypominająca nam, abyśmy pielęgnowali młodzieńczego ducha w każdym z nas. To uczucie, które rezonuje głęboko i przemawia do istoty zachowania piękna i witalności, które drzemie w każdym z nas. Właśnie takie chwile przypominają nam o ponadczasowym wpływie tych, których kochamy.
(Fragment recenzji dr A. B.)
Helena Szymanel
Na zdjęciach: Regina (1917-2007);
w gościnie u siostry Petry Katarzyny
Fot. archiwum