Pielgrzymka z Suwałk dotarła do Ostrej Bramy

Najlepsze sanatorium na świecie

Ziemię modlitwą depczą – tak można byłoby określić piesze pielgrzymowanie i tych, którzy rokrocznie pokonują setki kilometrów do Matki Boskiej Ostrobramskiej. W środę, 24 lipca, pątnicy Międzynarodowej Pielgrzymki Pieszej Suwałki – Wilno wkroczyli do stolicy i w południe powierzyli swoje intencje przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny Matki Miłosierdzia.

Pielgrzymi na pątniczy szlak wyruszyli 15 lipca z kościoła Matki Boskiej Ostrobramskiej w Suwałkach, nad którym pieczę sprawują księża salezjanie. Oni też od początku są organizatorami przedsięwzięcia, które w tym roku po raz 29. przemierzyło tereny Podlasia, zaś po stronie Litwy – Suwalszczyznę, Dzukię i Wileńszczyznę. Uczestnicy pielgrzymiego szlaku – przede wszystkim z Polski, ale też młodzież z Ukrainy, Rosji, Litwy, pojedyncze osoby z Czech, Niemiec, Francji i Ameryki – w ciągu 10 dni pokonali 270 km. W 7 grupach, nad którymi pieczę duchową sprawują salezjanie, pallotyni i księża diecezjalni, wędrowało w tym roku ponad 700 osób.

Tegoroczne hasło pielgrzymki „Do Maryi w mocy Bożego Ducha” nawiązywało do darów i owoców Ducha Świętego. Były też prelekcje o kulcie Miłosierdzia Bożego na Wileńszczyźnie, czy też wileńskich śladach rtm. Witolda Pileckiego. Pielgrzymi dzień był wypełniony rozważaniami i modlitwami.

– Oprócz przeżyć duchowych do najpiękniejszych chwil należą spotkania z mieszkańcami Wileńszczyzny. Wszystkim dostarczają niezapomnianych wzruszeń – w rozmowie z „Tygodnikiem” podkreślił ks. Jarosław Wąsowicz, kwatermistrz pielgrzymki, przez wiele lat przewodnik grupy żółtej i duszpasterz środowisk kibiców. To m.in. z jego inicjatywy szlak suwalskiej pielgrzymki prowadzi do miejsc pamięci narodowej. – Zatrzymujemy się na modlitwę przy grobach naszych bohaterów w Oranach, Koleśnikach, Koniuchach, na wileńskiej Rossie. Cieszę się też, że w ciągu tych lat pielgrzymka nie ogranicza się wyłącznie do 10 dni wędrówki. W ciągu tych trzydziestu lat powstało wiele inicjatyw, które odbywają w ciągu całego roku. M. in. pomysł paczki dla rodaka, która obecnie jest o zasięgu ogólnopolskim, zrodził się właśnie wśród naszych pielgrzymów. Najpierw to były sporadyczne inicjatywy poszczególnych pielgrzymów, potem przerodziły się w akcje krajowe – podkreśla ks. Wąsowicz.

Duchowy szlak pielgrzymi na Wileńszczyźnie jest oznakowany figurkami Matki Boskiej Wspomożycielki Wiernych, patronki salezjanów. Znajdują się one w kościołach i kapliczkach nie tylko wzdłuż trasy, ale zawędrowały do różnych miejscowości, gdzie mieszkają ludzie dobrej woli, którzy świadczą pomoc pielgrzymom. W tym roku figurka zawędrowała do Taboryszek. Pielgrzymi zatrzymali się na jeden z ostatnich noclegów w Turgielach, a stamtąd udali się do Taboryszek. Na ten cel samorząd rejonu solecznickiego wynajął im autokary.

– Na drogach Litwy, po której idziemy, spotykamy wyjątkowych ludzi: Polaków i Litwinów, którzy chcą się ubogacić wspólnym spotkaniem. Przeżywamy swoistą lekcję historii i odbywamy prawdziwe rekolekcje w drodze – tłumaczy kierownik pielgrzymki ks. Tomasz Pełszyk, podkreślając, że wiele osób łączy się z pielgrzymami duchowo. – Są to ci, którzy kiedyś pielgrzymowali, a z różnych względów nie mogą dalej wziąć udziału, chorzy, w starszym wieku. Ofiarowują swoje cierpienia za pielgrzymkę i tak duchowo wędrują z nami – mówi ks. Tomasz.

Ilu pielgrzymów – tyle intencji. Każdy modli się, polecając Bogu tajemnice swego serca. W życiu nie zawsze jest czas, aby pomyśleć nad tym, co się dzieje wokół nas, zajrzeć do swego serca. Pielgrzymka, nazywana rekolekcjami w drodze, daje taką możliwość. Jest sporo czasu, aby porozmawiać z Panem Bogiem o życiu, o codzienności. Zawsze z tego dojrzewają piękne owoce. Niektórzy przylecieli z drugiego końca świata, żeby spotkać się z Polakami mieszkającymi na Wileńszczyźnie.

– Raz już szedłem w tej pielgrzymce i to były jedne z najpiękniejszych dwóch tygodni mojego życia. Dlatego powróciłem i mam nadzieję, że nie ostatni raz. Nigdzie na świecie nie spotkałem lepszych ludzi niż Polacy na Wileńszczyźnie – uważa Józef Pogorzelski z USA z Chicago.

Krystyna Wąsowicz z Siedlec nie opuściła jeszcze żadnej pielgrzymki. Jest świadkiem zmiany kadry organizacyjnej, szczytowych momentów, w których liczebność pielgrzymów sięgała do 2 tys. osób. Przez wiele lat przywoziła polskie książki do wiejskich bibliotek na Wileńszczyźnie. – Trzy lata temu bardzo zachorowałam na zapalenie płuc. Wszyscy mi wybijali z głowy pielgrzymki, a kazali jeździć po sanatoriach. Przyrzekłam im, że koniec z pielgrzymkami i że się wybiorę do sanatorium, tylko do najlepszego. A dla mnie najlepsze sanatorium jest na pieszej trasie Suwałki-Wilno – uśmiecha się pani Krystyna i dziękuje Bogu za siły, za to, że znów mogła wyruszyć na pieszy szlak.

– Na tej pielgrzymce wymodlona została moja wnuczka. Córka długo nie mogła się doczekać dziecka, a teraz mamy Sarah – nie kryjąc radości mówi babcia Elżbieta Ciesielska z Bydgoszczy, która każdego roku idzie w pielgrzymce, polecając Bogu rodzinę córki, która mieszka w Anglii.

Pielgrzymi – to nie tylko ci, którzy wędrują, ale też ci, którzy ich spotykają. Stanisława Bujko, mieszkanka Kamionki, ma 12 wnuków, które latem spędzają czas u babci. Razem z innymi mieszkańcami wsi pełną parą przygotowują poczęstunek dla pielgrzymów, którzy zatrzymują się u nich na obiad. – Jest to obowiązek, ale i zaszczyt gościć każdego roku pielgrzymów. Modlą się za nas, dlatego chcemy się im odwdzięczyć – tłumaczy starosta gminy Kamionka Jan Miłoszewicz. Z kolei turgielanie na powitanie pątników wyłożyli kwiatami drogę przez całą wieś.

– Już siódmy raz idę w tej pielgrzymce. W tym roku kieruję ruchem i muszę przyznać, że pielgrzymi dbają o bezpieczeństwo. Swoją posługę łączę z moimi intencjami – zwierza się porządkowy Mariusz Rożenko, który na pielgrzymi szlak chodzi z całą rodziną – żoną Ewą, synem Michałem i córką Magdą. Jego dzieci też się włączają w pomoc organizacyjną, np. przy sprzątaniu miejsca po postojach, czy w punkcie sprzedaży wody lub kierowaniu ruchem.

Bożena Kamińska już 20 lat jest związana z pielgrzymką – posługuje w kuchni, a jej mąż Stanisław kieruje tirem z pielgrzymimi bagażami. – Trzy lata szłam pieszo, a potem przewodnik namówił mnie do posługi w kuchni i tak zostałam na siedemnaście lat – opowiada pani Bożena, której pielgrzymkowa zupa jest chyba najlepsza na świecie, bowiem znika w ciągu godziny.

W tym roku szło sporo młodych rodzin z dziećmi. Niektóre z nich – wymodlone na szlaku. Rodzicom zależy, żeby ich pociechy od najmłodszych lat nasiąkały duchem modlitewnym, poczuły, że Kościół jest rodziną. Państwo Anna i Maciej Olszewscy, razem z dwojgiem dzieci – 7-letnią Joasią i 4-letnim Wojtkiem – już po raz drugi idą w suwalskiej pielgrzymce. Pani Ania od dziecka chodziła na pielgrzymki do Częstochowy, a pan Maciej dołączył po maturze.

– Od wielu lat jesteśmy związani ze szlakiem pątniczym, zresztą zapoznaliśmy się na pielgrzymce. Doświadczyliśmy tutaj dużo dobra i chcemy tego uczyć nasze dzieci, żeby umiały się dzielić dobrocią z innymi. Tyle dobra, co na pielgrzymce, nie można nigdzie indziej doświadczyć. Zasiewamy ziarno wiary, które w przyszłości zakiełkuje – dzielą się swoimi spostrzeżeniami rodzice, dla których pójście z dziećmi pieszo do Wilna na pewno było nie lada wyzwaniem.

Droga do Turgiel – 8. dzień pieszej wędrówki – jest też naznaczona pewnym tajemniczym spotkaniem z Chrystusem. Na jednym, z pagórków, z których roztacza się piękny widok na turgielską świątynię przed laty młody pielgrzym Waldemar Pawelec odkrył swoje powołanie do kapłaństwa. – Było to 21 lipca, gdyśmy już kończyli dzień pielgrzymkowy, szedłem drogą i zrozumiałem, że najlepszym wariantem mego życia będzie zostać księdzem… I nie żałuję, żem poszedł, gdy Pan mnie wołał – zwierza się pallotyn ks. Waldemar, który jest wieloletnim przewodnikiem grupy niebieskiej. Pracuje na Ukrainie i każdego roku na pielgrzymkę przywozi stamtąd młodzież. W tym roku razem z nim idzie pięciu chłopaków: dwóch Aleksandrów, Maksim, Jan i Mark. Chłopcy, choć zmęczeni, cieszą, że poszli na pielgrzymkę i sprostali wyzwaniom.

Teresa Worobiej

Na zdjęciach: w ciągu 10 dni pielgrzymi pokonują 270 kilometrów;
Krystyna Wąsowska nie opuściła jeszcze żadnej pielgrzymki do Wilna;
Ks. Waldemar odkrył powołanie na pielgrzymce – z chłopcami z Ukrainy
Fot.
autorka i archiwum pielgrzymki

<<<Wstecz