Policja rejonu wileńskiego apeluje o ostrożność

Oszuści nie mają wakacji

Nie ma chyba takiej osoby w kraju, która nie słyszałaby o telefonicznych oszustach. Niestety, mimo ostrzeżeń, obywatele nadal dają się nabrać i oddają pieniądze, by ratować swoich bliskich, którzy rzekomo spowodowali wypadek, uszkodzili komputer, zranili człowieka.

„Mamo, miałem wypadek”, „Babciu, mam problem”, „To ja, ale teraz nie mogę mówić, słuchawkę przekazuję policjantowi” – w taki sposób lub podobnie telefoniczni naciągacze udają wnuczków, synków, funkcjonariuszy. Próbują zaskoczyć swoje ofiary przekonując, że bliskim mogą pomóc jedynie pieniądze. Wstrząśnięte mamusie i babcie posłusznie oddają gotówkę posłańcom, by po pewnym czasie przekonać się, że zostały oszukane.

Od początku bieżącego roku w rejonie wileńskim ofiarami telefonicznych oszustów padło 13 osób, dwie z nich – to dzieci. Jak zaznaczyła Loreta Kairiene, specjalistka działu organizacyjnego w Komisariacie Policji Rejonu Wileńskiego, ofiarami naciągaczy padają przeważnie starsi ludzie i niepełnoletni. Oszuści wyłudzają od nich pieniądze za spowodowany rzekomo przez dzieci, wnuków lub rodziców wypadek.

19 lipca ofiarą telefonicznych aferzystów stała się małoletnia dziewczynka. Oszust, przedstawiając się jako funkcjonariusz policji, powiadomił, że jej mama spowodowała wypadek. By pomóc matce, dziewczynka oddała nieznajomemu mężczyźnie pieniądze, złotą biżuterię.

Natomiast 6 lipca za rzekomo rozbity komputer naciągacz wyłudził od małoletniego chłopczyka pieniądze i złote kolczyki.

Funkcjonariusze policji radzą rodzicom, by nie pokazywali dzieciom, w jakim miejscu leżą pieniądze i cenne rzeczy. „Dzieci są szczególnie łatwowierne. By pomóc rodzicom, którzy jakoby ucierpieli w wypadku, oddają oszustom wszystko, tym bardziej, że ci za przekazanie pieniędzy często obiecują małoletnim prezenty” – mówił Rolandas Kanavinas, naczelnik I działu policji kryminalnej Komisariat Policji Rejonu Wileńskiego, zaznaczając, że kiedy dzieci są zamknięte w domu, to cenne rzeczy i pieniądze rzucają przestępcom nawet przez okno.

Podszywają się pod policjantów

15 tys. litów telefoniczni oszuści wyłudzili niedawno od mieszkanki rejonu wileńskiego. Jak poinformowała Kairiene, do 74-letniej kobiety zatelefonował podszywający się pod policjanta oszust i poinformował, że jej syn rzekomo spowodował wypadek. Chcąc mu pomóc, kobieta oddała naciągaczom swoje oszczędności.

Kanavinas zaznaczył, że telefoniczni oszuści najczęściej działają grupami – jedni telefonują i jak najdłużej podtrzymują rozmowę z ofiarą, a inni, tzw. „nogi”, jadą pod wskazany adres, by odebrać pieniądze. „Jeżeli ofiara złapała się na haczyk, to zwykle długo z nią rozmawiają, godzinę lub półtorej. Proszą, na przykład, o podyktowanie numerów banknotów dopóty, dopóki nie zjawią się posłańcy, by odebrać pieniądze. Czynią tak po to, by ofiara w tym czasie nie mogła zadzwonić do policji lub krewnych w celu upewnienia się, czy na pewno coś się stało” – opowiadał funkcjonariusz.

Podkreślił, że naciągacze są dobrymi psychologami i wiedzą, z jakim człowiekiem jak mają rozmawiać. Rzadko zwracają się po imieniu. Najczęściej rozpoczynają rozmowę słowami „Mamo (babciu), mam kłopoty”, a zaskoczona ofiara pyta, czy to ty, synku czy wnuczku. Słysząc twierdzącą odpowiedź – „tak, to ja, ale nie mogę mówić, słuchawkę przekazuję policjantowi” – ofiara zaczyna wierzyć, że krewnemu coś się stało i wszelką informację przekazuje „policjantowi”, a uzgodnioną sumę pieniędzy – posłannikom, mającym jakoby pomóc.

Ofiary też łamią prawo

Kanavinas apeluje do mieszkańców, by nie byli łatwowierni. Ostrzega, że funkcjonariusze policji nigdy nie telefonują do mieszkańców z wiadomością, że ich krewny został poszkodowany i natychmiast należy zapłacić. „Nie ma takich sytuacji, by policjanci dzwonili i mówili, że można przy pomocy pieniędzy załatwić jakąś sprawę” – stwierdził pan Rolandas.

Funkcjonariuszy dziwi natomiast fakt, że ludzie bez większego namysłu oddają pieniądze przestępcom. Ofiary oszustw świadomie łamią prawo dając łapówkę, by problem rozwiązać „nieformalnie”.

Telefoniczni oszuści często też wysyłają sms-y z komunikatem o wygranych pieniądzach w loterii lub nagrodzie. Oddzwaniając na wskazany numer telefonu okazuje się, że warunkiem otrzymania nagrody jest zakup karty i podyktowanie telekodu na podany numer. „Takim oszustom chodzi po prostu o dopełnienie swej karty telefonicznej. Wysyłają sms-y z rzędu wszystkim posiadanym numerom, zawsze ktoś łatwowierny oddzwoni i da się oszukać” – mówił pan Rolandas.

Więźniowie-naciągacze

W większości wypadków telefonicznymi oszustami są więźniowie. „W pewnym okresie było spokojnie, gdyż w zakładzie karnym w Mariampolu działał system blokujący i zakłócający połączenia sieci komórkowej. Jednak te urządzenia wyłączono, gdyż zakłócały połączenia również mieszkańcom miasta” – opowiadał naczelnik I działu policji kryminalnej Komisariacie Policji Rejonu Wileńskiego. Jego zdaniem, problemów z telefonicznymi oszustami na pewno byłoby mniej, gdyby w więzieniach blokujące urządzenia sprawnie działały.

Zaznaczył, że ofiarami litewskich naciągaczy stają się już nie tylko mieszkańcy naszego kraju, ale również innych państw. „Na przykład, ostatnio pomogliśmy schwytać telefonicznych oszustów w Estonii, którzy działali też u nas” – mówił pan Rolandas.

Funkcjonariusze apelują

Oszuści telefonują i w nocy, i w ciągu dnia. „Dzwoniąc w dzień, spodziewają się, że w domu nie będzie rodziców, a tylko dziecko. Natomiast wieczorem, gdy większość młodych ludzi spędza czas poza domem, spodziewają się, że telefon odbierze starsza osoba” – powiedział Kanavinas.

Funkcjonariusze apelują do mieszkańców, by się pilnowali i nie podejmowali pośpiesznych decyzji oraz zachęcają, by w razie otrzymania podobnych telefonów nie szukać od razu pieniędzy, ale natychmiast poinformować policję. Od razu należy też zadzwonić do rzekomo poszkodowanego krewnego, by się upewnić, czy z nim nic się nie stało.

Iwona Klimaszewska

<<<Wstecz