„Wilia” jubileuszowa, ale nieświąteczna
Jubileuszowy rok Polskiego Artystycznego Zespołu Pieśni i Tańca „Wilia” trudno nazwać dla niego pomyślnym. Świętujący w tym roku 55 lat swego istnienia, pierwszy powstały po wojnie polski zespół, został pozbawiony nawet minimalnego wsparcia materialnego.
Po zlikwidowaniu z dniem 1 stycznia br. „Taurakalnio Kulturos Centras”, do którego należała „Wilia”, padła propozycja od Regionalnego Centrum Kultury Administracji Powiatu Wileńskiego wzięcia pod swoją pieczę zespołu, co faktycznie jest tylko mydleniem oczu. Żywot powiatu będzie krótkotrwały, a wymagania stawiane względem pracy kierownictwa zespołu świadczą o braku kompetencji ludzi, którzy mają decydować o pracy zespołu amatorskiego. Zdziwienie budzi fakt likwidacji etatów. Niegdyś zespół miał opłacanych siedem etatów, później cztery, a teraz zaledwie jeden. Jest to drastyczne pogorszenie sytuacji zespołu i zamach na kulturę polską. Władze litewskie jeszcze raz potwierdziły, że przy byle okazji starają się uszczuplić stan posiadania społeczności polskiej. Po bezprecedensowej akcji wywłaszczenia Polaków z ojcowizny, atakach na szkolnictwo polskie, samorządy, zakazach stosowania dwujęzycznych napisów, teraz uderzono w kulturę...
Zryw patriotyczny
Zespół „Wilia” łączy w pieśni, tańcu, muzykowaniu ponad 100 młodych ludzi w różnym wieku. Chęć dzisiejszej młodzieży do kultywowania rodzimej kultury przypomina lata świetności zespołu, kiedy na scenie stawało się ciasno, gdy wychodził chór, gdy mnóstwo pióropuszy w krakowiaku migało, przynosząc radość widzom. W tamtych pierwszych latach uczestniczenie w „Wilii” było swoistą manifestacją patriotyzmu i przywiązania do tradycji.
Narodziny zespołu nie były łatwe. Jak wspomina jeden z jego założycieli, wieloletni honorowy prezes Franciszek Kowalewski, proces odrodzenia polskich tradycji rozpoczęła 5 Szkoła Średnia, gdzie powstał zalążek „Wilii”. Występ artystów z „Piątki” w sali Filharmonii Wileńskiej był wydarzeniem w środowisku polskim. To wtedy, po latach represji sowieckich, kiedy uczniowie tej szkoły i ich rodziny wyjątkowo boleśnie ucierpieli, w najbardziej reprezentacyjnej sali Wilna zabrzmiała polska pieśń, oklaskiwano taniec narodowy, słuchano poezji w języku polskim.
Potem, gdy absolwenci szkoły rozpoczęli naukę na wyższych uczelniach i się rozproszyli, jeszcze bardziej odczuli potrzebę bycia razem. Wśród polskiej młodzieży akademickiej lat 50. zrodziła się idea utworzenia polskiego zespołu pieśni i tańca. Być może również dlatego, że były tu już znane i lubiane z audycji radiowych zespoły „Śląsk” i „Mazowsze”, które stały się dla zespołu wileńskiego przykładem do naśladowania.
Manewry założycielskie
Trzeba było jednak stoczyć prawdziwe batalie o otrzymanie pozwolenia na utworzenie polskiego zespołu. „Nie zapomnimy działań sióstr Teresy i Barbary Garszkówien, sióstr Kijkowskich, Łukaszewiczówien, Henryka Wincela, Rysi Romanowskiej. Nie da się zapomnieć pomocy prof. Jerzego Ordy albo dr Janiny Strużanowskiej. Nie da się zapomnieć członków założycielskiego komitetu Tadeusza Stefanowicza, Antoniego Gajewskiego i wielu innych. Dzięki udanemu manewrowi studenta chemii Mariana Wojtkiewicza oraz sióstr Tananówien udało się przez Moskwę, między innymi przy pomocy Wandy Wasilewskiej, uzyskać pozwolenie na utworzenie polskiego zespołu ludowego oraz przydział do Wileńskiego Pałacu Związków Zawodowych, który wtedy znajdował się przy ul. Wielkiej” – wspomina Franciszek Kowalewski, długoletni tancerz „Wilii”.
W ten sposób przez wiele lat pieczę nad zespołem formalnie sprawowały związki zawodowe.
Chęć uczestniczenia w polskim zespole wśród młodzieży, a nie tylko młodzieży, była ogromna. Chór pod kierownictwem niezapomnianego śp. Wiktora Turowskiego rozrósł się prawie do stu osób, trzy grupy taneczne prowadziła niestrudzona śp. Zofia Gulewicz, której dorobek artystyczny do dziś w zespole żyje. Kapelą kierował kompozytor Eduardas Pilipaitis, wielce oddany sprawom polskiego zespołu. W latach następnych, gdy kierownikiem była Czesława Bylińska, „Wilia” nadal zdobywała wysokie miejsca podczas różnorodnych konkursów w Litwie i Polsce. Do zespołu dołączali ci, którzy wracali z łagrów sowieckich, przychodzili synowie i córki wywiezionych Polaków, nie bali się represji, które jeszcze straszyły Polaków.
Weterani młodzi duchem
„Gdy zbieramy się każdego miesiąca na swych spotkaniach, wspominamy tamte trudne lata, ale jakże znaczące dla każdego z nas, dla polskiego życia kulturalnego” – mówi Janina Subocz-Lewczuk, prezes Klubu Weteranów „Wilii”. – Tak, był to pierwszy i przez kilka dziesięcioleci jedyny zespół polski, który promieniował na całą Ziemię Wileńską. Do dziś dnia zbieramy obfite plony niemal w każdej polskiej szkole. Gdy się uwzględni, że w zespole śpiewali czy tańczyli nauczyciele polskich szkół, to wiadomo, że ci nauczyciele przekazywali tę pieśń czy taniec szkołom, w których pracowali. Jakże wiele działających obecnie zespołów zawdzięcza swe istnienie „Wilii”. Klub Weteranów „Wilii” w tym roku również ma swój skromny jubileusz – pięciolecie istnienia. Po koncercie z okazji 50-lecia zespołu, po świetnym występie na scenie Siemens Areny padła propozycja ze strony p. Janiny, by taki Klub powołać. Dziś Klub może się szczycić wielu dokonaniami, spotkaniami z wybitnymi osobistościami, wycieczkami do miejsc historycznych i sakralnych. Dzięki spotkaniom w Klubie można wspomnieć dawne czasy, swoją młodość i niezachwiane dążenie do zachowania tożsamości narodowej. Zbierają się tu ludzie, którym nie jest obojętny los dzisiejszej „Wilii”.
Nie prosimy wiele...
Przypominając półwiecze zespołu z polskości zrodzonego, które uroczyście obchodzono przed pięciu laty, pamiętając wypełnioną do ostatniego miejsca siedmiotysięczną salę Siemens Areny, można zaryzykować stwierdzenie, że i teraz „Wilia” spełnia swą rolę, jednocząc i wychowując rodaków.
Zespół jest w świetnej formie artystycznej, czego dowodem był ostatni koncert w Domu Kultury Polskiej. Potencjał sił artystycznych, wielopokoleniowość zespołu zdawałoby się rokuje dobrą przyszłość. Niezrozumiałe więc jest stanowisko ludzi od zarządzania kulturą, którzy nie widzą potrzeby wsparcia zespołu, będącego od ponad półwiecza świadectwem wielokulturowości Ziemi Wileńskiej.
„Nie żądamy dużo, jedynie wynagrodzenia dla czterech osób, kierowników zespołu, tak, jak było do niedawna. Propozycja z Regionalnego Centrum Kultury przy administacji powiatu wileńskiego – opłacenie jednego etatu i konieczność stałego przebywania w biurze Centrum zakrawa na urągiwanie. A przy tym kierownictwo „Wilii” nie żąda pokrycia kosztów opłat za pomieszczenie. Najstarszy polski zespół radzi sobie w ten sposób, że próby chóru odbywają się w Domu Kultury Polskiej, natomiast grupy taneczne ćwiczą bezpłatnie w szkołach wileńskich – podstawowa grupa w Szkole Średniej im. J. Lelewela, przygotowawcza – w Gimnazjum im. Jana Pawła II. Nie jest łatwo, ale kierownictwo zdaje sobie sprawę, że nastały inne czasy i komfortowe warunki w jakich niegdyś ćwiczył zespół odeszły do przeszłości. Ostro jednak stawia kwestię wynagrodzeń – dla kierownika artystycznego i chórmistrza, choreografa grupy podstawowej, choreografa grupy przygotowawczej oraz dla kierownika kapeli. – Niestety, ale właśnie te tak przyziemne sprawy decydują o perspektywie zespołu i jego istnieniu – powiedziała „Tygodnikowi” Renata Brasel, kierownik artystyczny „Wilii”, dodając, że mimo wszystko jubileusz 55-lecia zespołu się odbędzie...
Krystyna Adamowicz
Na zdjęciach: krakowiaka i mazura na pierwszych koncertach tańczyli Zofia Subocz i Jan Kuncewicz, Halina Kostecka i Franciszek Kowalewski, Teresa Styczyńska i Anatol Woronko, Krystyna Kozłowska i Zdzisław Tuliszewski; „Wilia” to zespół, w którym tańczą i śpiewają już trzy pokolenia.
Fot. archiwum i Jerzy Karpowicz