ROK Juliusza Słowackiego (1)

Lwów – miasto lwa

Ile jest lwów we Lwowie - w pomniku, nagrobku, rzeźbie, płaskorzeźbie, malowidle czy rysunku - dokładnie nikt nie potrafi powiedzieć. Po dekadzie postsowieckiego zastoju coraz odważniej odzyskują swój lwi ryk.

Ani bogata mitologia i historia miasta, z silnymi wpływami polskiego i galicyjskiego panowania, ani tradycja najbardziej kosmopolitycznej w swoim czasie stolicy regionu nie sprawiły, że przestało być duchową stolicą ukraińskiego ruchu niepodległościowego.

Najbardziej wierne z polskich miast

Miasto nad rzeką Pełtwią, skanalizowaną i zasklepioną u schyłku XIX stulecia, pierwsze wzmianki o Lwowie pochodzą z dokumentów z roku 1256. Za jego założyciela uważa się księcia Daniela (Danyło) z dynastii Rurykowiczów, ale lokacji grodu dokonali planiści króla Kazimierza Wielkiego. Niektórzy twierdzą, że panorama Lwowa widziana z kopca Unii Lubelskiej (usypanego przez polskich patriotów na Wysokim Zamku, podwyższonym o 29 m wzgórzu wznoszącym się na 413 m nad poziomem morza) do złudzenia przypomina Florencję. Istnieje nawet lokalna piosenka o polskiej Florencji, grodzie „temperamentów i błyskawic”. Jednak znając oba miasta uparcie będą bronić tezy, że nie ma dwóch identycznych, a bliski, swojski i bezpowrotnie dla Polski utracony Lwów nie przestanie być legendą najbardziej wiernego II Rzeczypospolitej i polskiego z polskich miast.

Jak bardzo, najlepiej świadczą o tym lokalne cmentarze. Symbolem polskiego patriotyzmu i miłości do rodzinnego miasta jest Cmentarz Orląt Lwowskich. Tym, czym było dla mieszkańców stolicy Polski Powstanie Warszawskie, dla Wilna Samoobrona Wileńska, dla Lwowa była w roku 1918 trwająca trzy tygodnie obrona przed bolszewicką nawałnicą. W bezpośrednich walkach, obok dorosłych, wzięło udział ponad tysiąc osób w wieku od 9 do 16 lat. Za polski Lwów ginęły dzieci bankierów i przemysłowców, rzemieślników, dorożkarzy i robotników, inteligencji, a także te pochodzące z marginesu społecznego. Dzięki dziadkowi jeszcze z dzieciństwa pamiętam fragment wzruszającego wiersza Artura Oppmana „Orlątko”:

O mamo, otrzyj oczy,
Z uśmiechem do mnie mów -
Ta krew, co z piersi broczy,
Ta krew – to za nasz Lwów!
Ja biłem się tak samo
Jak starsi – mamo, chwal!...
Tylko mi ciebie, mamo,
Tylko mi Polski żal!...

Nie wymazujmy z pamięci historii

Przed 1918 rokiem Ukraińcy stanowili zaledwie 19 procent mieszkańców Lwowa, ale w rejonie stanowili zdecydowaną większość. Dla obu stron Lwów był jednakowo ważnym ośrodkiem historycznym i kulturalnym zachodniej części Ukrainy. W czasach sowieckich Cmentarz Orląt był zdewastowany i rozjeżdżony gąsienicami czołgów. Obsesje narodowe są nadal żywe. Nie ma zgody na budowę nekropolii z katakumbami w kształcie sprzed 1939 roku, mimo że jej odbudowę zawdzięcza się właśnie Polakom. W pobliżu panteonu polskiej chwały stoi pomnik ukraińskiego patriotyzmu - Memoriał Wyzwoleńczych Zmagań Narodu Ukraińskiego. Taka była historia i nie wymazujmy jej z pamięci. Obie strony konfliktu miały swoje racje, a ich dążenia były i są zrozumiałe. Nie przypadkowo na Starówce Lwowskiej na wzór bunkrów Ukraińskiej Armii Powstańczej urządzono bar „Kryjivka”. Przypomina o tym, że w latach 40-ych ubiegłego stulecia Ukraińcy prowadzili walkę na trzy fronty: z Polakami, nazistami i sowietami.

Polscy historycy mają dziś podzielone zdania dotyczące Orląt lwowskich i tego, czy dorośli mieli prawo tak postępować i czy należy być z tego dumnym. Coraz odważniej mówimy o tym, że Orlęta to dzieci celowo wysyłane na rzeź. I właśnie dzieci broniące Lwowa oraz warszawski Mały Powstaniec z karabinem są symbolem bezgranicznego oddania Ojczyźnie, ucieleśnieniem patriotycznych postaw lansowanych przez poetów doby romantyzmu, w tym przez Słowackiego:

Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba – na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!..

(„Testament mój”)

Niezapomniany dzięki miejscowym Polakom

W styczniu 2009 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił bieżący rok Rokiem Juliusza Słowackiego (1809-1849). W kwietniu minęła 160. rocznica śmierci wieszcza, a we wrześniu będziemy obchodzić 200. rocznicę jego urodzin. Przyszedł na świat w Krzemieńcu na Wołyniu. I chociaż zaczął podróżować po świecie „dla lepszych widoków i wrażeń” jako młody człowiek, a zmarł na obczyźnie, to tematyka ukraińska zajmuje znaczące miejsce w jego twórczości. Nieprzypadkowo trzy lata przed śmiercią (mając nadzieję, że już nie on sam, lecz któryś z rodaków odwiedzi kraj lat dziecinnych) napisał: Powietrze lżejsze, które cię uzdrowi/ lałem z mej piersi mojemu krajowi. Należy wspomnieć, że jego literackich bohaterów malowali Jan Matejko, Elwiro Andriolii, Ferdynand Ruszczyc.

Oficjalnie Rok Słowackiego nie jest obchodzony na Ukrainie. Ale nie oznacza to, że na Ukrainie wieszcz jest nieznany i niedoceniany jako poeta, dramatopisarz i filozof. Jak dotąd nie mamy żadnych dowodów na to, że poeta kiedykolwiek był we Lwowie. Od XIX stulecia sprzedaje się w mieście tomiki jego poezji, wystawia się dramaty. Na plafonie Sali Lustrzanej Opery Lwowskiej, gdzie występowała Hanka Ordonówna, pośród malowideł uwieczniono scenę z „Balladyny”. Miło było usłyszeć, że w dwóch miejskich szkołach ogólnokształcących (imienia Marii Konopnickiej i nr 10) zorganizowano tematyczne imprezy pozalekcyjne – uroczystą akademię, wieczorek poetycki, inscenizację, konkurs literacki, wystawy, wycieczki do Gór Krzemienieckich, nad Ikwę i do Krzemieńca, wywieszono gazetkę ścienną. Kładzie się większy nacisk na prowadzenie zajęć dotyczących życia i twórczości Juliusza Słowackiego.

We Lwowie działa Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie i ukazuje się czasopismo „Nasze Drogi”. Słowacki dzięki tutejszym Polakom nie jest zapomniany. Wprawdzie Federacja nie liczy wiele osób (około 3 tys.), ale ważne jest, że w ogóle istnieje. Pod egidą Federacji i „Naszych Dróg” ukazał się ilustrowany kalendarz na rok 2009, wydany właśnie z okazji Roku Juliusza Słowackiego. Teksty, rysunki (w zasadzie autorstwa samego Słowackiego), reprodukcje i zdjęcia pozwalają lakonicznie prześledzić życie i spuściznę poety. Szkoda jednak, że zabrakło słowa pisanego (własnych rozważań i przemyśleń) samych wydawców.

Piękno zaklęte w kamieniu

Jeżeli lubi się piękno zaklęte w kamieniu, to spacer po Lwowie może sprawić wielką radość: uniwersytet (1661), katedry (łacińska, unicka, ormiańska), bogate w rzeźby kościoły, liczne pomniki na czele z najpiękniejszym na świecie Mickiewiczem dłuta Antoniego Popiela z roku 1904. Paradoks, choć i na wschodnich rubieżach zwycięsko przetrwał wszystkie burze i władze XX stulecia. Gmach secesyjny w pobliżu pomnika to słynny dziewiętnastowieczny hotel „George”, w którego księdze gości swój autograf zostawili: Balzac, Kiepura, List, Paganini, Wieniawski i ... Piłsudski.

Jak wiadomo, największym wrogiem zabytków jest czas. Starówka Lwowska znalazła się na liście światowego dziedzictwa kulturowego, ale UNESCO grozi miejscowym władzom, że może ją skreślić z listy z powodu chaotycznej zabudowy pseudonowoczesnymi siedzibami banków i instytucji prywatnych. Rynek otacza wieniec kamienic mieszczańskich (zdarzają się tablice polskojęzyczne) i kupieckich z różnych epok - świadectwo pozycji społecznej i wielkości majątku. Łącznie jest ich 44. Najsłynniejszy budynek to Czarna kamienica z boniowaną elewacją i rzeźbami św. Marcina, św. Stanisława Kostki i Matki Boskiej. Mnie interesował dom rodziny Baczewskich, znanych lwowskich producentów wódek i likierów, bo właśnie z nimi kojarzą się przedwojenne strofy:

Jeden oktawy wielbi Słowackiego,
Drugi znajduje cały smak w sonecie,
Dla mnie zaś cztery wódki Baczewskiego
Tworzą najlepszy czterowiersz na świecie.

Smaki Lwowa

Z plakatów pochodzących z czasów II Rzeczypospolitej, znajdujących się w zbiorach mojego dziadka, wyczytałam: Kto chce żyć bez troski, pije piwo lwowskie. Ze spisanych wspomnień wiemy, że Adam Mickiewicz lubił kołduny, rydze, karpia po żydowsku, a co najchętniej jadał Słowacki nadal pozostaje zagadką. Aby spróbować lwowskich smakołyków, już w XIX wieku, przemierzano setki kilometrów. Najsłynniejsi cukiernicy w międzywojniu także pracowali we Lwowie. A przynajmniej tak uważają lwowiacy. Starsi mieszkańcy miasta do dziś pamiętają smak lodów u Zaleskiego, zapach sernika i szarlotki z cukierni Michalika oraz naukowców dyskutujących przy stolikach w kawiarni „Szkocka”. Wpływ kuchni wiedeńskiej w zaborze galicyjskim, którego doświadczył Lwów, to cielęcy sznycel, zupa kminkowa i wspaniałe desery: tort Sachera, strudle, pischinger. „Złoty dukat” w sercu Starówki z nieodzownym lwem przy schodach prowadzących do średniowiecznej piwnicy oferuje nam dziś przebogaty wybór kaw i deserów, a przede wszystkim niepowtarzalną atmosferę, którą tworzą między innymi witraże starego Lwowa. Dla wielbicieli okresu przedwojennego polecam jednak odwiedzenie „Kupoła” przy ul. Czajkowskiego. Stylowe mebelki, wystrój i atmosfera przypomną nam czasy II Rzeczypospolitej. Dania kresowe zadowolą najbardziej wymagające podniebienia. A przy okazji można pośpiewać popularną przedwojenną piosenkę, i to lwowską gwarą:

Niech inni sy jadą, dzie mogą dzie chcą,
Do Widnia, Paryża, Londynu,
A ja si zy Lwowa ni ruszym za próg!
Ta mamciu, ta skarz mnie Bóg!
Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze, jak tu?
Tylko we Lwowie!(...)
A panny to ma, słodziutkie ten gród,
Jak sok, czekolada i miód.

Żeby nie było za łatwo...

Pobyt w zabytkowym Lwowie robi wrażenie. Zmorą miasta jest jednak brak wody, pompowanej w określonych godzinach rannych i wieczornych z odległego o 70 km miasteczka. W innych godzinach mieszkańcy radzą sobie nabierając wodę do wanny, wiaderek, garnków. Przedwojenny bruk, dziury i wyboje na jezdniach oraz towarzyszące im drogie auta od razu rzucają się w oczy. Za taksówki (przeważnie rozklekotane Wołgi) nie płaci się według taksometru. Mało kto zwraca uwagę na znaki drogowe, skrzyżowania i sygnalizację świetlną. Za pieniądze można załatwić wszystko. Bieda i sypiące się kamienice, a obok ekskluzywne hotele i bardzo drogie restauracje. Jakbym czytała prasę sprzed wieku: „Lwów to wzniesienia i zapadłości, egzaltacja i przyziemność, balsamiczne wonie i pełtewski cuch”. Dla turystów przejazdy komunikacją miejską i wyżywienie są tanie, z noclegami jest różnie. Niezwykła jest serdeczność i otwartość mieszkańców Lwowa. Pomniki Lenina, które w innych rejonach Ukrainy nadal stoją, we Lwowie i na Podolu zostały usunięte. Dla jednych to ideologia, dla innych tylko nostalgia. Choć wyczuwa się wyraźną fascynację Zachodem, lud prosty już nie wyjdzie na Majdan walczyć w imię Pomarańczowej Rewolucji, bo czuje się do bólu oszukany. Kryzys gospodarczy zaatakował kraj osłabiony z powodu nieustającego chaosu politycznego. Jeżeli nie zmobilizuje się do walki, nie uniknie katastrofy.

Władze planują wprowadzenie wiz dla Unii Europejskiej, dlatego nie warto zwlekać z wyjazdem do Lwowa. Pozostaje nadzieja, że słowa z „Pamiętnika” Juliusza Słowackiego - „i długo, długo dźwięk mój będzie budził niknących na tej ziemi Polaków”- nie zostaną zapomniane przez następne pokolenia Polaków z Ukrainy.

Liliana Narkowicz
Wilno-Lwów

Na zdjęciu: symbolem polskiego patriotyzmu i miłości do rodzinnego miasta jest Cmentarz Orląt Lwowskich.

<<<Wstecz