„Chciałbym wnieść do serc ludzkich spokój”
Wywiad z ks. Antonim DILYSEM, rezydentem przy kościele pw. Ducha Świętego w Wilnie
Gdy umawiałam się z Księdzem na wywiad, powiedział Szanowny Ksiądz, że już tyle napisano, tyle powiedziano. Mimo to kiedyś stwierdził Szanowny Jubilat, że „Życie - to wielka tajemnica”… Czy teraz, gdy zaliczył Ksiądz 85 lat, udało się zgłębić tę tajemnicę?
W czym jest tajemnica życia, dokładnie nie wiemy. Dlaczego Pan Bóg daje jednym długie życie, inni żyją krótko? Widocznie taki jest plan Boży, wola Boża, której musimy się podporządkować. Nie spodziewałem się, że tyle dociągnę. W okresie więzienia było mało nadziei, że uda się przeżyć. Marzyłem, że przynajmniej 50 lat przeżyję. Ale odliczałem kolejne pięciolecia i tak do przodu, do przodu. Nie wiadomo, dlaczego Bóg trzyma mnie tak długo. Prałata trzyma już 102 lata! Ja zgadzam się z wolą Bożą i jeśli Pan Bóg powoła dzisiaj to pójdę do nieba. Jeśli wyznaczy mi jeszcze dwa, trzy… pięć lat, to dzięki Mu za to.
Bardzo jestem wdzięczny rodzicom, bo jak się obecnie mówi, odziedziczyłem po nich mocne geny. Byli zdrowi i duchowo, i fizycznie. Brat i siostra doczekali 80 lat. Co prawda brat Witold kilka miesięcy temu zmarł. Rodzina nasza żyła w trudnych warunkach. Ojciec był zakrystianem. Majętności żadnych nie mieliśmy i żyliśmy z dnia na dzień, ale mieliśmy głęboką wiarę w Boga.
Mając 16 lat nastoletni Antek marzył ukończyć gimnazjum i obrać drogę kapłaństwa, by pomagać ludziom i służyć Bogu. Gdyby można było powtórzyć życie od początku, czy wybrałby ks. Antoni tę samą drogę?
Już po ukończeniu szkoły powszechnej byłem zdecydowany. Modliłem się, żeby Pan Bóg dał mi możliwość dalszego kształcenia się. Środków materialnych moja rodzina nie miała za wiele. Wstawił się za mną nasz sąsiad, pan Bolesław Dziemian, bym mógł kontynuować naukę w polskim gimnazjum w Święcianach. Uczyłem się tam trzy lata. Potem pobierałem nauki przez dwa lata w gimnazjum w Wilnie. Później wstąpiłem do seminarium.
Obierając drogę kapłańską nie bałem się żadnych wyzwań. Miałem tylko jeden cel - nawracać wiernych, okazywać im miłość i prowadzić do Boga. Przykładem byli księża, którzy pracowali w Nowych Święcianach: Stanisław Lachowicz, Jan Naumowicz, Bolesław Bazewicz. W szkole była obowiązkowa lekcja religii, na której stawiano stopnie, składało się egzaminy. Lekcja religii nie była lekcją do wyboru. W czasie pewnej spowiedzi ksiądz Jan Naumowicz powiedział mi: „Proszę nie lękać się, w życiu kapłana są nie tylko przyjemności, miłe chwile, ale i trudności. I jeśli postanowiłeś być księdzem, to nim będziesz”. Zostałem księdzem.
Gdyby powtórzyć wszystko od początku… Wybrałbym to samo. Może chciałbym uniknąć niektórych potknięć, rozterek. Może byłbym trochę ostrożniejszy w stosunku do niektórych ludzi, bardziej rozsądny…
Widząc pogodę ducha, która emanuje od Księdza, życzliwość i bezpośredniość trudno uwierzyć, że ma za sobą trudy wojny, niełatwy okres studiów w poczuciu ciągłego zagrożenia, Łukiszki, Workutę i Karagandę. Tak wiele trzeba było przejść, żeby zostać „ludzkim człowiekiem”, bo właśnie tak jest postrzegany Ksiądz przez tych, którzy dobrze Księdza znają…
Po więzieniu otworzyły się przede mną nowe widnokręgi. Już nie byłem takim fanatykiem ekumenizmu. Nie myślałem, że wszyscy muszą być katolikami. Iść jedną drogą. Zrozumiałem, że ludzie są bardzo różni, że istnieje nie tylko wiara katolicka, a wśród nas są także ludzie innego wyznania. W ciężkich, nieludzkich warunkach obserwując uczciwe zachowania innych ludzi rodziły się nowe poglądy, wyrobiłem tolerancję i szacunek wobec każdego człowieka, wobec inności człowieka.
Mimo wielu rozczarowań i przeżyć dzisiaj do nikogo nie żywię głębokiej urazy. Jak trafiłem do więzienia na Łukiszkach niektórzy zachowali wobec mnie obojętność. Wtedy wśród księży tylko jeden zwrócił na mnie uwagę. Był to ksiądz Bronisław Ławrynowicz, później został zabity. Przesyłał mi osobiście, a także przez inne osoby przesyłki, podczas gdy moi koledzy, z którymi się uczyłem, bali się, żeby nie było skutków dla nich. Zbudowali ścianę zapomnienia. Odgrodzili się ode mnie „murem berlińskim”. Potem wszystko stanęło na swoje miejsce. Pracowaliśmy wspólnie. Nie zachowałem wobec nich obiekcji czy dystansu. Nigdy im tego nie wspomniałem. W czasach sowieckich, kiedy wielu księży nachodzili tajniacy KGB, wierzyłem, że wszyscy pomagali jeden drugiemu.
Także nikogo nie posądzałem, nie posądzam i wszystko daruję, nawet tym, którzy czasem odwracali się ode mnie.
Litwa przeżywa duchowy kryzys. Jak zdobyć młodego człowieka, jak go pozyskać dla wiary?
Zawsze się mówiło, i szczególnie teraz to podkreślają księża, że główną szkołą, centrum wychowania dzieci jest rodzina: ojciec i matka. Gdy nie ma zgody pomiędzy rodzicami, kiedy się rozwodzą, istnieje niebezpieczeństwo, że i dzieci mogą pójść niewłaściwą drogą. Jeżeli rodzice są obojętni wobec wiary, obyczajów, to dzieci, niestety, naśladują ich. A jeśli ojciec i matka budują rodzinę na fundamencie miłości, żyją w zgodzie, są wierzący, to bardzo pomagają własnym dzieciom zaszczepić najważniejsze w życiu wartości. Ja również pierwsze lekcje życia pobierałem u rodziców.
Szkoła też pełni ważną rolę wychowawczą, ale dzisiaj nauczyciel nie ma takiego autorytetu wśród uczniów, jak to było kiedyś. W ostatnich latach mojej pracy w parafii rzeszańskiej prowadziłem zajęcia w szkole polskiej i litewskiej. Uczniowie słuchali, przychodzili na zajęcia, ale zbytnio nie ciekawili się lekcją religii. Teraz, słyszałem, że niektóre klasy przeszły na etykę. Ciągle się szuka czegoś nowego.
Czy czyta Ksiądz swe ulubione książki, na które kiedyś mógł wymienić jedyne rękawice?
Lubię czytać, ale już nie bardzo mi na to pozwalają oczy. Ostatnio przeczytałem książkę księdza Alulisa, w której opisał swe życie. To ciekawa lektura. Słucham radia. Czytam prasę. Zwłaszcza interesują mnie wydarzenia polityczne, to, co się dzieje na świecie. Ciekaw jestem doczekać jakichś zmian.
Jakich?
Parę tygodni temu opisany był koniec świata. Z badań naukowców wynika, że jest to całkiem możliwe. I człowiek sam się do tego przyczynia. Za 60 lat poziom wód morskich podniesie się o 6 m. Ja tego już nie doczekam. W ciągu moich 85 lat klimat bardzo się zmienił. Rozwój techniki prowadzi, niestety, do zguby ludzkości. Zdalne sterowanie samolotów, kierowanie rakietami, które trafiają dokładnie do celu. Wszystko to przekracza granicę normy, wyznaczonej przez Pana Boga.
Jest Ksiądz przykładem człowieka, który potrafi godnie być jednocześnie Litwinem i Polakiem.
Po pierwsze, jestem katolikiem. Nie chcę jednych lub drugich chwalić czy ganić. Chcę służyć i jednym i drugim.
Przez całe życie prowadził Ksiądz wieczną tułaczkę, przenosząc się z parafii do parafii. Ile ich było i która zapadła w serce najgłębiej?
To kierownictwo decydowało o tym, że przeprowadzano mnie z miejsca na miejsce, ze wsi do Wilna. W kościele pw. św. św. Piotra i Pawła był potrzebny ksiądz energiczny, który umie mówić kazania. Potem, ówczesnej władzy cywilnej nie spodobało się, że urządziłem uroczystość św. Kazimierza. Choć oficjalną przyczyną było to, że nie mogę w terminie przeprowadzić remontu tej świątyni. We własnej obronie mówiłem, że w seminarium uczono mnie być księdzem, nie inżynierem. Ale rozkaz o moim przeniesieniu zapadł. Innym razem komuś nie podobało się, że ksiądz Antoni za długo się modli.
Pracowałem w 15 parafiach. A którą najbardziej polubiłem? To pytanie już mnie zadawano dziesiątki razy. Zawsze powtarzam, dla dobrego księdza wszędzie dobrze (Ksiądz Antoni śmieje się - przyp. aut.). 10 lat przebyłem w Rzeszy. W Piotra i Pawła służyłem 13 lat, a to już nawet za długo. Ksiądz nie może być długo w jednej parafii, bo i kazania się powtarzają. Lepiej się oddalić, żeby młodym księżom nie stanowić konkurencji.
W życiu wszystko się zmienia. Zmiany zachodzą również w Kościele.
Smutno, że spośród trzynastu osób z mojego kursu zostałem jedyny. Spośród starszych kolegów został Alulis i Grigaitis, mają już po ponad 90 lat. A księża młodzi mają swoje towarzystwo, przyjaciół, Internety, komputery. Ze starym pokoleniem księży nie mają wiele wspólnego. Szanują starych, ale mają inne poglądy. Nie wszystkie są przeze mnie popierane. Młodzież jest obojętna na dawniejsze zwyczaje. Przedtem nie było żadnych kółek, najważniejsze było nabożeństwo w Kościele. Teraz nabożeństwa są skracane, niektóre obrzędy, jak chociażby poświęcenie chleba św. Agaty, są uważane za zjawisko symboliczne. Ojciec Święty teraz także zwraca uwagę, że za mało uwagi poświęca się Przenajświętszemu Sakramentowi. Widać, że obecnym celem jest zbliżenie się do Kościoła protestanckiego.
Mimo licznych dowodów nieugiętości swej wiary i oddania Kościołowi, nie zrobił Ksiądz kariery, do jakiej dochodzą nieraz nawet bardzo młodzi duszpasterze?
Jestem bardzo zadowolony z tego, co dzisiaj mam. Nigdy o nic nie prosiłem. Nie czuję krzywdy. Pan Bóg wszystko widzi, wszystko wynagrodzi.
Harmonogramy księży na ogół są napięte. Czym się rozpoczyna i kończy Księdza dzień?
Ostatnie lata jestem związany jako rezydent, który może jeszcze pracować, z parafią pw. Ducha Świętego. Zawsze wstaję o piątej rano. O 7.00 jest nabożeństwo w kościele Ducha Świętego. Niedzielami pomagam proboszczowi słuchając spowiedzi ludzi. W niedzielę Msza Święta jest o ósmej rano, później słucham spowiedzi. Jeśli księża są zajęci, to czasem proboszcz prosi o drugą Mszę, odprawienie Sumy, wysłuchanie spowiedzi. Jeśli są pogrzeby, jadę na cmentarz. Nie jestem teraz związany z żadną parafią, jako proboszcz, ale jestem dyspozycyjny, zastępuję księży w czasie ich urlopów. Wygłaszam czasem niedzielne kazania. Teraz będę pomagał w kościele pw. św. Teresy, w okresie Wielkanocy będę spowiadał w swej dawnej parafii św. Rafała. Pracuję, póki Pan Bóg daje zdrowie i siły. Regularnie chodzę do lekarzy, bo wymaga nadzoru lekarskiego mój żołądek, oczy i serce.
Czego można Księdzu-Jubilatowi życzyć? Bo nie wypada życzyć spokojnej starości Księdzu, który zaskakuje nas swoją witalnością...
Owszem, nieraz mówią, że wyglądam o 20 lat młodziej. Na co odpowiadam, że najważniejsze jest nie denerwować się. Zachować spokój. Ze swej strony chciałbym wnieść do serc ludzkich spokój. Nauczyć, by każdy człowiek był przede wszystkim cierpliwy wobec siebie i zawsze zgadzał się z wolą Bożą. We wszystkim, w każdym przypadku życia widział wolę Najwyższego. Człowiek przeznaczony jest do celu wyższego. A mimo to, idąc drogą ziemską, najważniejszym jest, by myślał o tym, żeby nikomu nie wyrządzić szkody i żyć według dwóch podstawowych praw – w miłości do Boga i miłości do bliźniego. Pieniądze, powodzenie w pracy, inne dobra materialne potrzebne są człowiekowi, ale jako środek, nie zaś cel ostateczny.
Rozmawiała Irena Mikulewicz
Fot. autorka