Rzecz o śp. dr Helenie Gulanowskiej

Wilnianka o wielkim sercu

Podczas tegorocznych Zaduszek Kresowych, zorganizowanych 3 listopada, w sposób szczególny wspominano śp. doktor Helenę Gulanowską, zasłużoną członkinię Lubelskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna oraz innych lubelskich i ogólnopolskich organizacji społecznych, która zmarła 11 marca br. Urodziła się i wychowała w Wilnie. To proste stwierdzenie jest w tym wypadku niezwykle ważne. Pozwala bowiem lepiej zrozumieć jej osobowość. Przede wszystkim to, iż los naszych Rodaków na Wschodzie leżał jej zawsze bardzo na sercu oraz to, że z wielkim oddaniem starała się nieść im pomoc.

Najwybitniejszy poeta niemiecki epoki romantyzmu, Johann Wolfgang Goethe, powiedział, że kto chce zrozumieć twórczość poety, musi udać się do krainy jego urodzenia. By należycie zrozumieć to, czemu przez kilkadziesiąt lat poświęcała się śp. dr Helena Gulanowska, trzeba znać dawne Wilno, w którym się urodziła i wychowała. Wielu zna to piękne miasto. Pewnie są jednak i tacy, którzy go z autopsji nie znają. Należy je zatem, choćby najkrócej, ukazać, gdyż ono ukształtowało osobowość dr Heleny Gulanowskiej i nadało kierunek jej ważnym życiowym zadaniom.

Marszałek Józef Piłsudski powiedział o Wilnie, że jest jednym z najpiękniejszych miast na świecie i nazywał je „miłym miastem”. Dowódca wojsk niemieckich, które w 1915 r. zajęły Wilno, gen. hr. von Pfeil, w wydanej wówczas trójjęzycznej odezwie do jego mieszkańców, niemiecko-polsko-rosyjskiej, nazwał Wilno „perłą korony polskiej”. Pewnie dlatego już na drugi dzień została ona zerwana, gdyż to określenie nie spodobało się Berlinowi. Ale było ono hołdem złożonym temu miastu. Poetycki i pełen głębokiej treści obraz Wilna naszkicował Jerzy Romer, pisząc: Miasto obdarowane przez naturę najpiękniejszymi tworami, miasto hojnie przez sztukę uposażone, miasto potężnych i sławnych dynastii, miasto-siedziba Pani Ostrobramskiej, miasto pochodnia nauk, miasto wielkich poetów i wieszczów, miasto promienistej młodzieży, miasto wielekroć obdarte przez najeźdźców, miasto męczenników i bohaterów, miasto kość niezgody dwóch narodów, miasto wodza narodowego, miasto litania najwyższych wzlotów i uniesień.

Dla wszystkich Polaków Wilno - to przede wszystkim Cudowny Obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, który Adam Mickiewicz na zawsze złączył z podobnym obrazem Matki Boskiej na Jasnej Górze przez słowa na początku pierwszej księgi „Pana Tadeusza”: Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy, I w Ostrej świecisz Bramie.

Czym jest Wilno dla znających swoją historię i kulturę Polaków, najlepiej wyraził papież Jan Paweł II. Gdy podczas swojej podróży apostolskiej na Litwę w 1993 r. spotkał się z Polakami w kościele Ducha Świętego (5 IX 1993) powiedział m.in.: Nigdy w życiu nie byłem w Wilnie. Jestem tu po raz pierwszy. Równocześnie można powiedzieć, że przez całe moje życie, przynajmniej od czasu, kiedy doszedłem do świadomości, stale byłem w Wilnie. Byłem w Wilnie myślą i sercem, można powiedzieć całym moim jestestwem, przynajmniej w jakimś jego szczególnym wymiarze. Te słowa wskazują na wyjątkowe miejsce Wilna w kulturze i historii Polski. Jest ono od setek lat integralną jej częścią, której nie można usunąć lub o niej zapomnieć, bo byłoby to czymś nienaturalnym i patologicznym.

Śp. Helena Gulanowska (z domu Pilść) urodziła się i wychowała w Wilnie. Tam, w czasie okupacji niemieckiej przeżyła śmierć starszego brata, Henryka Pilścia, który, jako kilkunastoletni chłopiec, został w kwietniu 1944 r. rozstrzelany w Ponarach k. Wilna, razem z tysiącami innych Polaków i Żydów. W Wilnie ukończyła szkoły wszystkich stopni i studia medyczne, zdobywając dyplom lekarza ginekologa-położnika i tam przez kilkanaście lat pracowała.

Na Litwie poznała przyszłego męża, dra Kazimierza Gulanowskiego, rodem z Łomży. Był żołnierzem, podchorążym w oddziałach Wojska Polskiego, które we wrześniu 1939 r. przeszły na Litwę. Tam ukończył studia medyczne, został chirurgiem i był ordynatorem szpitala. Zawarli związek małżeński, przyjechali do Polski i osiedlili się w Lublinie, gdzie wychowali kilkoro dzieci, wybudowali piękny dom i stworzyli szczęśliwą, wielopokoleniową rodzinę.

Lublin stał się odtąd miejscem bardzo aktywnej pracy zawodowej i społecznej śp. Heleny Gulanowskiej. Tu pracowała jako lekarz ginekolog-położnik i była prezesem Towarzystwa Odpo¬wie¬dzialnego Rodzicielstwa w Lublinie. W 1977 r. współtworzyła grupę Troska o Życie, której patronował ówczesny duszpasterz akademicki, o. Ludwik Wiśniewski, dominikanin. Będąc uczestnikiem zjazdu założycielskiego Towarzystwa Odpowiedzialnego Rodzicielstwa w Szczecinie w dniach 23-24 października 1981 r., została wybrana na pierwszego wiceprezesa Zarządu Głównego. Założyła oddział tego Towarzystwa w Lublinie i była jego prezesem do kresu swojego życia. Ale mieszkając tu i pracując, w sercu pozostała wierna swoim rodzinnym stronom i często wyjeżdżała do Wilna i na Wileńszczyznę, brutalnie po wojnie podzieloną dziwacznymi granicami.

Gdy po zmianach politycznych w naszym kraju powstała w Lublinie w 1989 r. Fundacja na Rzecz Pomocy Szkołom Polskim i Placówkom Kulturalno-Oświatowym za Granicą PRL na Terytorium ZSRR, im. Tadeusza Goniewicza, była jednym z jej współzałożycieli, należała do jej zarządu i brała aktywny udział w jego pracach. Fundacja kierowana przez p. Józefa Adamskiego odegrała wielką i nieocenioną rolę w sprawie, dla której powstała, szczególnie na Wschodzie i służy jej nadal.

Dr Gulanowska w kolejnych kadencjach była wybierana do Zarządu Oddziału Lubelskiego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. W latach 1994-1997 była członkiem Zarządu Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich. Gdy przed kilku laty została odznaczona medalem prezydenta miasta Lublina za działalność społeczną, było to odznaczenie wyjątkowo zasłużone.

Najważniejszą sprawą, którą z własnej inicjatywy podjęła i której się ofiarnie poświęcała, pomimo że w ostatnich latach toczyła walkę z poważną chorobą, były pobyty szkoleniowe dla lekarzy polskiego pochodzenia, z różnych krajów byłego ZSRR. Stały się one dzięki niej trwałą instytucją, która, pomimo jej odejścia, będzie kontynuowana. Ta jej inicjatywa zrodziła się, jak kiedyś, w przeprowadzonym z nią wywiadzie, powiedziała, „z miłości do Polski” i z pragnienia, by przybliżyć ją Rodakom ze Wschodu, przez kilkadziesiąt lat od niej izolowanym.

Po raz pierwszy, na jej osobiste zaproszenie do Lublina na praktyki lekarskie grupa wspomnianych lekarzy przyjechała w 1992 r. Mieszkanie i utrzymanie zapewnili przyjaciele i znajomi. Koszty związane z organizowaniem praktyk szkoleniowych pokrywała wówczas z własnej kieszeni. Tak było i w następnym roku. Dwa lata później znalazły się one na liście ważnych zadań programowych lubelskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” i otrzymały wsparcie finansowe Zarządu Głównego Stowarzyszenia w Warszawie. Odtąd organizowała je każdego roku jako przedstawicielka oddziału lubelskiego „Wspólnoty” i była od początku do końca ich spiritus movens. Na jej barkach spoczywały wszystkie sprawy organizacyjne: przygotowanie i wysyłanie ankiet zgłoszeniowych i wybór zgłaszających się kandydatów, ponieważ zawsze było ich więcej, niż miejsc (przyjmowano około 40 osób), listy, telefony i faksy, zakwaterowanie, wyżywienie i programy szkolenia na Akademii Medycznej, rozmowy z profesorami i z władzami miasta (uzyskiwała od nich dla stażystów bezpłatne bilety MPK), program zajęć towarzyszących oraz inne sprawy. Jej entuzjazm sprawiał, że w to jej dzieło chętnie włączało się wielu ludzi, którzy ją wspierali, jak np. mgr Monika Podmorska i mgr Krzysztof Gembura oraz wiele innych osób, świeckich i duchownych, którzy ją wspierali w realizowaniu jej pięknej i bezinteresownej inicjatywy. Była wdzięczna Izbom Lekarskim za, jak mówiła, bezcenną pomoc finansową, dzięki której przybysze z różnych zakątków dawnej Rosji Sowieckiej mogą podziwiać piękno naszej ziemi. Chodziło o wyjazdy krajoznawcze.

Od początku miała przemyślany program działania. Zasadniczym celem organizowanych przez nią kursów szkoleniowych było podniesienie kwalifikacji zawodowych lekarzy i pomoc w uzyskaniu wyższego stopnia specjalizacji w kraju ich zamieszkania. Ale chodziło jej także o to, by przybywający na szkolenia rodacy ze Wschodu, „zanurzyli się w polskości”. Dlatego w programie szkolenia zawodowego były także wykłady z historii, literatury polskiej i etyki, wyjazd do sanktuarium na Jasnej Górze i do innych miejsc. Były to, według jej określenia, spotkania i wyjazdy integracyjne. Dzięki niej na rozpoczęcie i na zakończenie kursu odprawiana była Msza św., której przewodniczył i wygłaszał homilię, jeden z biskupów lubelskich w asyście księży współpracujących w realizacji programu kursów.

W szkoleniach brali udział lekarze polskiego pochodzenia z Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi, Ukrainy, Mołdawii, Rosji, Kazachstanu i Gruzji. Wykłady i inne zajęcia prowadzili profesorowie Akademii Medycznej w Lublinie, najlepsi specjaliści. Z ich strony, podobnie jak w wypadku dr Gulanowskiej i innych osób, była to praca całkowicie społeczna.

Dzięki inicjatywie, pracy i poświęceniu śp. dr Heleny Gulanowskiej, przez szkolenia przeszło i zapoznało się z Polską, ponad 400 lekarzy polskiego pochodzenia, pracujących w wymienionych wyżej krajach. Ich ankiety zgłoszeniowe są obecnie źródłem naukowym i przed kilku laty posłużyły do napisania rozprawy magisterskiej na Wydziale Nauk Społecznych KUL-u.

Warto zacytować fragment listu, jaki na ręce dr Heleny Gulanowskiej nadesłała jedna z uczestniczek kursu szkoleniowego: W Lublinie spotkaliśmy wspaniałych ludzi, którzy dali nam przykład etyki medycznej i odpowiedzialności lekarzy za zdrowie i życie chorych (...) Ten pobyt w ojczyźnie naszych przodków pokrzepił nas na duchu, dodał sił do pracy nad kształtowaniem charakterów i pielęgnowaniem naszej polskości. (...) Słuchając wykładów z historii i literatury polskiej nasze serca napełniały się dumą, że jesteśmy Polakami. Nigdy dotąd o tych sprawach nie słyszałam. (...)Pokaz filmu „Niemy krzyk” wywarł wstrząsające wrażenie. Ten film powinno zobaczyć jak najwięcej ludzi, a szczególnie w krajach Europy Wschodniej, gdzie przeprowadza się dużo aborcji(...) Wszystkie te spotkania, wycieczki, obcowanie z Polakami, które nam zorganizowano, obudziły we mnie świadomość, że jestem Polką i smutek wypełnił moje serce, że nie mieszkam w Polsce (...) Wyrażam wielkie uznanie Stowarzyszeniu „Wspólnota Polska” za to, że pamiętacie swoich rodaków ze Wschodu (...) W Polsce odzyskałam moją duszę. Tego rodzaju listy były dla dr Heleny Gulanowskiej nagrodą za trud i kłopoty związane z organizacją staży. Ceniła ją sobie bardzo, ponieważ było to potwierdzenie potrzeby, celowości i głębokiego sensu jej pracy.

Wspominamy śp. dr Helenę Gulanowską jako wspaniałą Wilniankę, Polkę, chrześcijankę i patriotkę. Była szanowanym i cenionym lekarzem, odważną i ofiarną obrończynią życia, wielkim społecznikiem, szczególnie oddanym Polakom na Wschodzie, tak często zapomnianym, osobą głębokiej wiary, jasnych, chrześcijańskich zasad moralnych i wielkiego serca dla potrzebujących. Taką jej postawę życiową ukształtowało Wilno i dawny duch tego miasta

Ks. Roman Dzwonkowski SAC
Lublin, 3 XI 2007

<<<Wstecz