Zapusty wespół z Kaziukami
W Zujunach jedzono tłusto, bawiono się hucznie
W ostatnią sobotę lutego dzień wypadł mroźny, acz pogodny. Słońce wprawdzie nie wyjrzało zza chmur, ale okoliczność ta wcale nie wpłynęła na humory zebranych na święto zapustowe w Zujunach...
Jarmark wrzał od rana
Już wczesnym przedpołudniem na placu przed miejscowym starostwem w scenerii malowniczo oszronionych drzew, z których biały puch co jakiś czas spadał na głowy zebranych jak też organizatorów zabawy, ustawił się cały szereg stoisk, straganów, przedziwnych salonów wróżbiarskich, zaimprowizowanych jadłodajni, w których każdy, który przybył na zapustową zabawę, mógł się posilić, zjeść tłusto i popić przednio. Na zapusty przecież, jak każe tradycja, jeść ma chudy, jeść ma tłusty.

Toteż warzono w samowarach wrzątek na gorącą herbatę bądź kawę, na patelniach pieczono bliny, którymi później ze śmietaną i konfiturami częstowano gości, obok na rożnach smażono kiełbaski, zafundowane balownikom przez znaną w rejonie firmę CESTA. Z innych stoisk wiaterek przywiewał dym z zapachem smażonych szaszłyków.
Dla zachęty gości, których do Zujun z całej Wileńszczyzny najechało co niemiara (wcześniej wielu z nich wzięło udział w uroczystej Mszy świętej w kościółku wileńskiego Zameczka), gospodarze stoisk nawoływali: "Sypcie pączków pełen worek, bo dziś mamy tłusty wtorek/ sypcie pączki, sypcie chrusty/ jak zapusty, to zapusty".
A ponieważ tegoroczne zapusty rejonu wileńskiego zostały niejako sprzężone z tradycyjnym na Wileńszczyźnie jarmarkiem kaziukowym, więc nie zabrakło w Zujunach też straganów z piernikami kaziukowymi w kształcie serca, z długimi na pół metra niczym lance lukrowanymi cukierkami. Owinięte w błyszczące kolorowe folie, zakończone na końcu frędzlami są sprzedawane na Wileńszczyźnie od dawna tylko przy specjalnych okazjach - na odpustach przed kościołami lub na jarmarkach. Żaden Kaziuk nie może obyć się bez prezentacji wyrobów rękodzielniczych, więc i tym razem oko przyciągały rzeźby z drewna: te świeckie i religijne, m. in. znane i czczone na Litwie i w Polsce figurki Jezusa Frasobliwego. W innych miejscach handlowano drewnianymi łyżkami, koszami, koszałkami i innymi wyrobami z wikliny, które często na oczach imprezowiczów wyplatali mistrzowie. Oczywiście, na jarmarku kaziukowym nie zabrakło też słynnych wileńskich palm.

Zapust - generałem
Początek ogólnej zabawie dał sam Zapust, który przybył na jarmark z krajów, "gdzie ludzie łokciami gadają, a psy ogonami szczekają". Tegoroczny Zapust miał postać jegomości generała, który na początku groźnie zapytał, czy wydano komendę do zabawy. Generałowi z potężnymi apoletami i generalską furażerką jego wojsko pośpiesznie meldowało, że wszystko dla żołądka i dobrej zabawy jest przygotowane, więc udobruchał się srogi na początku jegomość (zwłaszcza, gdy usłyszał, że żołądówka na bóle żołądka jest przednia) i dał komendę do rozpoczęcia zapustów. Wówczas na plac przed centralną scenę wkroczył kolorowy korowód przebierańców. Szły więc "Cyganki" w długich kolorowych spódnicach i barwnych w różne wzorce chustach, czarci różnych gatunków i maści, wróżki z kartami, muzykanci, grajkowie... A wszystko razem grało, śpiewało, huczało, tupało, bo generał rozkazał, że na tegorocznych zapustach obowiązują tylko dwa języki: śpiew i hałas.
Po hałaśliwym przemarszu na scenę weszła mer rejonu wileńskiego Maria Rekść, której towarzyszyli "medycy" (przebrani artyści ludowi z Zujun na czele z energiczną starościną Czesławą Apolewicz), wygrywający melodie na łyżkach i tarkach. Mer witała wszystkich zebranych na zabawę zapustową, która została zaplanowana w tak pięknej zujuńskiej scenerii. Wśród tych, którzy zdecydowali się spędzić ostatki karnawału na ludowo, nie zabrakło dostojnych gości. Przybyli pierwszy sekretarz wydziału ekonomiczno-handlowego ambasady RP i drugi sekretarz polskiej placówki dyplomatycznej w Wilnie Zdzisław Gigier i Tomasz Zan, konsul generalny Stanisław Cygnarowski, posłanka na Sejm RL Leokadia Poczykowska, prezes ZPL Michał Mackiewicz, dyrektor Domu Kultury Polskiej w Wilnie Artur Ludkowski, wicemer rejonu trockiego Henryk Jankowski, gospodarze terenu - wicemerowie rejonu wileńskiego Jan Sinicki i Teresa Paramonowa, dyrektor administracji Stefan Świetlikowski. Zagranicznymi gośćmi byli przedstawiciele władz samorządowych z Namysłowa (z która to gminą w tym dniu została podpisana umowa o współpracy), ze Szczytna, Węgorzewa.

Jak zapusty, to zapusty...
Gdy już zabawa rozkręciła się na dobre, nad wszystkim pieczę przejęła gościnna i zapobiegliwa starościna Czesława Apolewicz. Dwoiła się i troiła, starając się, aby gościom niczego nie zabrakło, by wszyscy dobrze się bawili i byli suto nakarmieni. Baczyła więc, aby każdy mógł najeść się tłustych blinów lub smażonych kiełbasek. W koszach roznoszono wśród zapustowiczów chrusty domowego wypieku i serca kaziukowe. A że czasami trochę też mróz doskwierał, polewano też gęsto z gąsiorka na rozgrzewkę zujuńskich specjałów, które potrafią każdą grypę i przeziębienie wypędzić z człowieka, a i humoru nie lada dodać. Raczono się też gorącą herbatą i grzanym winem, co komu bardziej do gustu przypadło.
Wśród rozbawionego tłumu uwijały się "Cyganki", które wszystkim chętnym bogatą, zdrową i szczęśliwą przyszłość wróżyły, byle tylko szczęściarz chciał im trochę "rękę ozłocić". Czarty tu i ówdzie przemykające wśród ludzi wyjątkowo im żadnych wstrętów nie czyniły, a nawet zachęcały do dobrej zabawy.

Wkrótce też rozpalono kilka dużych ognisk, wokół których zaraz korowody zaczęto wodzić i pieśni pod znajome melodie nucić. Słowem, zabawa była przednia. Kto nie był, niech żałuje. Ja byłem, miód piłem, a co napisałem, wszystko prawda...
Tadeusz Andrzejewski
Na zdjęciach: na zapustach w Zujunach
Fot. Jerzy Karpowicz