Józefa Krystyna Szłykowicz, wilnianka z urodzenia, misjonarka z powołania

Dziecko ma duszę nieśmiertelną. Nie zabijaj!

Przyszła na świat w międzywojennym Wilnie przy ulicy Bystrzyckiej róg Senatorskiej na Antokolu, dosłownie w kilkudziesięciu metrach - jak podkreśla - od miejsca, gdzie w roku 1934 siostrze Faustynie ukazał się Jezus i podyktował koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Ochrzczona została mając zaledwie 18 dni w kościele parafialnym pw. Piotra i Pawła. Dorastała w religijnej, katolickiej rodzinie. "Dziadek Szymon, który przez 50 lat służył w wojsku carskim, był bardzo świątobliwy. Do swych ostatnich dni przystępował do sakramentów świętych. Zmarł w wieku 116 lat i został pochowany na antokolskim cmentarzu obok kościoła. Wierzę, że to właśnie on wymodlił mnie powołanie do życia konsekrowanego", mówi siostra Józefa Krystyna Szłykowicz, która odwiedziła miasto swego dzieciństwa.

Metalowy krzyż - rodzinna pamiątka

Dziadek zmarł niedługo przed II wojną światową, natomiast rodzina Szłykowiczów Wilno opuściła w roku 1945, ekspatriując do Polski. Dom rodzinny przy ul. Bystrzyckiej nie zachował się, jednak - jako pamiątka po rodzinie Szłykowiczów - stoi do dzisiaj przydrożny metalowy krzyż (niedaleko od rezydencji polskiej ambasady), wystawiony jeszcze przez dziadka Szymona w 1928 r. z wotum o modlitwę za dusze zmarłych w czyśćcu cierpiące.

Powołanie

Szłykowiczowie w Polsce najpierw osiedli w Olsztynie, później przenieśli się do Gdańska, gdzie zakotwiczyli się na stałe. Po pewnym czasie wprawdzie najstarsza siostra Hanna wyjechała do Stanów Zjednoczonych i zamieszkała w Kalifornii.

Józefa w Gdańsku podjęła studia lekarskie na Akademii Medycznej, uzyskując w roku 1963 dyplom lekarza psychiatry. "Jeszcze jednak na II roku studiów podjęłam decyzję o złożeniu ślubów czystości i rezygnacji z małżeństwa", mówi siostra Józefa, dodając, że nie było to dla niej łatwe postanowienie, ponieważ na studiach przeżyła piękną, czystą ludzką miłość.

Po studiach lekarz J. Szłykowicz znalazła zatrudnienie w poradni nerwic, gdzie na co dzień, mając do czynienia z psychicznymi rozterkami swych pacjentów, coraz bardziej dochodziła do przekonania, że bardzo wiele z nich wynika z nieuporządkowanych przywiązań w życiu rodzinnym. "W roku 1973 podjęłam się studiów doktoranckich na Akademii Medycznej w Gdańsku, zaś dwa lata później, 8 grudnia 1975 roku, zostałam konsekrowana przez biskupa gdańskiego", opowiada o odnalezieniu swego powołania siostra Józefa, która należy do trzeciego zakonu św. Franciszka.

Lata 1978-88 Józefa Szłykowicz spędziła w Stanach Zjednoczonych u siostry Hanny. Doskonaląc szlify medyczne zaangażowała się jednocześnie w działalność ruchów obrony życia. Poznała, na czym polegają naturalne metody Bilingsa.

Po powrocie do Polski siostra Józefa postanowiła zdobyć również wykształcenie teologiczne. Wstąpiła na Papieską Akademię Teologiczną w Krakowie. Po latach studiów w roku 1996 zdobyła magisterium i licencjat , upoważniający do wykładania na uczelniach wyższych.

Wędrujący pielgrzym

Na początku lat 90. siostra Józefa staje się pielgrzymem wędrującym po świecie. Jeździ po Europie i po świecie najczęściej autostopem, bez trzosa i kija wprawdzie, zdana jedynie na Opatrzność Bożą. Za okres swych wędrówek trzykrotnie odwiedziła Ziemię Świętą, wielokrotnie Włochy, pielgrzymowała do miejsc objawień we Francji, Hiszpanii, Portugalii. Aż sześciokrotnie odwiedziła Medjugorje. Pielgrzymując za każdym razem szukała spotkań z młodzieżą. Podstawowym tematem konwersacji z grupami polskiej młodzieży, z młodzieżą anglojęzyczną jest sakramentalna wartość małżeństwa i rodziny, obrona życia nienarodzonych, piękno prawdziwej miłości.

"Ponieważ sama kiedyś przeżyłam piękną, czystą miłość ludzką, zrozumiałam wartość małżeństwa i rodziny. Chociaż osobiste powołanie mam inne, postanowiłam bronić tych wartości przed zubożeniem", wyjaśnia cel swych pielgrzymek promieniująca pogodą ducha siostra Józefa. Przyznaje, że dramatycznym wydarzeniem, które zadecydowało o podjęciu się takiej misji była przypadkowa obecność przy dokonywaniu aborcji.

Aborcja: rozerwane ciało maleństwa

"W czasie tego morderstwa w majestacie prawa widziałam rozerwane ciało dziecka, oderwane od niego rączki. Matce, która usuwała ciążę, ktoś pokazał nóżkę jej zamordowanego 12 tygodniowego dziecka. Zaczęła szlochać i lamentować, bo przekonała się naocznie, że było to jej dziecko, a nie jakaś galaretowa masa, jak myślała dotychczas", opowiada siostra Józefa o wydarzeniu sprzed lat, które stało się dla niej jako lekarza niebywałym wstrząsem. Wówczas też przy ciele tego dziecka przysięgła Panu Bogu, że nie stanie w chwili śmierci przed nim z pustymi rękoma.

Odtąd będzie głośno mówić o zbrodni aborcji, bronić życia poczętych dzieci w sposób dwojaki: zdobywaniem odpowiedniej wiedzy i kwalifikacji w tej materii i nieustannym publicznym głoszeniem prawdy na ten temat. "Odtąd stałam się świadkiem Bożej Opatrzności. Na serio zaczęłam traktować słowa Pana Jezusa, by szukać najpierw królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dodane", opowiada siostra Józefa o swym całkowitym podporządkowaniu się woli Bożej.

Dzisiaj z perspektywy czasu zapewnia, że nigdy się nie zawiodła z powodu swego postanowienia. Pan Jezus w każdej potrzebie hojnie ją obdarowywał. W okresie swego apostołowania niejednokrotnie spotkała się na audiencji z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, który błogosławił jej poczynaniom, skierowanym na obronę życia nienarodzonych. Na swych apostolskich szlakach spotkała też Matkę Teresę z Kalkuty. Mieszkając przez dwa tygodnie w Nowym Jorku razem z Matką Teresą poznała ją jako osobę bezgranicznie ufającą i kochającą Matkę Bożą. "Niczego w ciągu dnia nie podjęła się bez modlitwy do Matki Bożej", składa świadectwo o tej niezwykłej postaci, bezdyskusyjnej kandydatki do grona świętych.

Lepiej na ramieniu niż na sumieniu

Ze swej wieloletniej praktyki w poradni nerwic siostra Józefa wyciąga niepodważalne wnioski, że wiele problemów ze zdrowiem psychicznym ludzi wynika z nieuporządkowanego życia intymnego w rodzinie. "Widziałam bardzo wiele cierpiących matek, które zabiły swe nienarodzone dzieci. Zawsze podnosiłam je na duchu, zachęcałam, by wierzyły w Boże Miłosierdzie", mówi siostra zakonna z wykształceniem medycznym. Przyznaje jednocześnie, iż jako osoba wierząca jest przekonana, że zamordowane dzieci mają dusze nieśmiertelne i będą przypominać o swym istnieniu rodzicom.

Józefa Krystyna Szłykowska jest autorką kilku książek na temat rodziny i obrony życia dzieci nienarodzonych jak: "Szczęśliwe rodziny", "Wybieram życie". Ta ostatnia książka zawiera m. in. wiele świadectw osób, które cierpią z powodu nieuszanowania życia swych dzieci. Jedna z matek powiedziała na ten temat, że "lepiej mieć dziecko na ramieniu niż na sumieniu".

Autorka książek, jako psychiatra, opisuje w nich o szkodliwości antykoncepcji w życiu rodzinnym, która też jest powodem nerwic i innych złych skutków. Przypomina, że Ojciec Święty Jan Paweł II w swej encyklice "Humanae Vitae" antykoncepcję nazwał złem moralnym. Z tego grzechu trzeba się spowiadać, musi przy tym towarzyszyć postanowienie poprawy. "W mojej długiej praktyce nigdy nie spotkałam szczęśliwego małżeństwa, które stosowałoby antykoncepcję lub dokonywało aborcji", podsumowuje temat wilnianka z urodzenia, misjonarka z powołania.

Tadeusz Andrzejewski
Na zdjęciach: dzieci są szczęściem każdej rodziny;
matka Teresa zrobiła duże wrażenie na s. J. Szłykowskiej,
Ojciec Święty wielokrotnie ją błogosławił

Fot. archiwum

<<<Wstecz