Dzieje Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Trokach 1924-1937 (2)
Troki, pierwsza stolica Wielkiego Księcia Litewskiego. Interesująca dla młodzieży, zarówno ze względu na przeszłość historyczną, jak i wspaniałe położenie - na wydłużonym półwyspie otoczonym pięcioma jeziorami. Do tego należy dodać charakter samego miasteczka - zacisznego, oddalonego od gwaru wielkiego miasta, co stanowiło odpowiednie warunki bytowania dla młodzieży przybyłej z prowincji. A więc piękno przyrody, sprzyjające ukochaniu ziemi ojczystej, spokojowi. W krótkim czasie młodzież zaczęła zupełnie swobodnie poruszać się w terenie, korzystać ze spacerów, bliskich wycieczek, sportów wodnych i lądowych.
Za czasów Seminarium Troki były małym, wielonarodowościowym miasteczkiem, liczącym około 3 tysięcy mieszkańców. Śladem dawnej świetności były ruiny zamku. Cenny zabytek stanowił kościół parafialny z cudownym obrazem Matki Bożej Trockiej sprowadzanej do Trok, jak głosi legenda, przez księcia Witolda. Wielką atrakcją dla romantycznych nastolatek był pałac Tyszkiewiczów na Zatroczu.
Seminarium organizowano w warunkach pionierskich. Wszystko trzeba było tworzyć od początku. Na budynek seminaryjnego internatu przeznaczono porosyjski gmach kasy skarbowej, usytuowany nad jeziorkiem Tataryszki. Najwięcej kłopotu sprawiało przebicie otworu na drzwi w izbie mocno opancerzonej, gdzie niegdyś znajdowała się kasa skarbowa. Remont budynku przeprowadzono metodą gospodarczą, ale z dużą dbałością o solidność wykonania i estetykę. Należy podkreślić, że dbałość o estetykę i kulturę życia codziennego była charakterystyczna dla Seminarium, stanowiła bowiem walor wychowawczy.
Ogłoszono zapisy do Seminarium. Przyjechała gromada kandydatek. W oczekiwaniu na egzamin mieszkały w warunkach bardzo prymitywnych, spały na słomie. Dziewczęta pomagały przy sprzątaniu budynku, zmywały podłogi, szorowały parapety i drzwi. Nie wszystkim się to podobało, ale po rozmowie z dyrektorką zrozumiały, że uczestniczą w organizowaniu własnego domu. Mówiły potem do młodszych koleżanek: "Przybyłyście na gotowe - nie cenicie wszystkiego tak jak my".
Egzamin odbył się w Wilnie, bo w Trokach nie było jeszcze nauczycieli, a sama dyrektorka nie mogła stanowić komisji. Dnia 8 IX 1924 r. rozpoczęto naukę na dwóch kursach - wstępnym i pierwszym. W sumie przyjęto 55 uczennic. W pierwszych latach istnienia Seminarium było szkołą żeńską. Początkowo zarówno szkoła, jak i internat mieściły się w jednym budynku po kasie skarbowej. Taki stan rzeczy trwał przez pół roku. W lutym 1925 r. oddano do użytku budynek szkolny, mieszczący się w porosyjskich zabudowaniach monopolowych, również nad jeziorem Tataryszki. Internat i szkoła zajmowały oddzielne budynki oddalone od siebie o pół kilometra. W 1927 r. w pomieszczeniach tuż przy szkole otwarto szkołę ćwiczeń.
Z czasem, wraz z napływem uczennic, budynek internatu - zwany popularnie centralą - skupiał całe życie pozaszkolne: posiłki, odrabianie lekcji, zajęcia religijne, harcerstwo, rozrywki, zabawy. Sypialnie mieściły się w wynajętych domkach na mieście. Schemat organizacyjny internatu obrazuje szybki rozwój i późniejsze zmniejszanie się Seminarium. Każdy domek miał opiekunkę w postaci jednej z nauczycielek. Było to bardzo korzystne dla uczennic - stwarzało kameralne, domowe warunki.
Życie w centrali zaczynało się o godzinie 7 rano. Dyżurne w białych fartuszkach nakrywały stoły białymi obrusami, rozstawiały białe naczynia przygotowując śniadanie. Po śniadaniu młodzież szła do szkoły. Duża przerwa była urozmaicona dość sutym posiłkiem, składającym się z dobrego mleka, bułek własnego wypieku, sera i wędlin. O godznie 14 - obiad. Po obiedzie do godziny 17 zajęcia dowolne. Od godziny 17 do 19 obowiązkowe odrabianie lekcji, potem kolacja i czas wolny. O godzinie 21.30 wszyscy opuszczali centralę i udawali się do domków na nocleg.
W sypialniach dominującym kolorem była biel. Białe firanki w oknach, białe łóżka, a także kapy i szafki, biały stolik na środku pokoju. Łóżko było własnością uczennicy, pozostałe meble stanowiły własność internatu. Co tydzień, w sobotę, odbywało się generalne sprzątanie domków, co nazywano "szkołą życia".
Posiłki w kuchni seminaryjnej przyrządzano w garnkach aluminiowych, co było wtedy nowością, dającą potrawom więcej smaku. Kotłów używano wyłącznie do gotowania wody. Wodę początkowo czerpano tylko z jeziora. Później na podwórku centrali została wykopana studnia. Do domków rozwożono beczkowozem wodę w dalszym ciągu czerpaną z jeziora. W pierwszym roku istnienia Seminarium korzystano z kąpieli raz w tygodniu w łaźni miejscowego szpitala. W drugim roku urządzono łazienkę w budynku centrali: zainstalowano wannę z bieżącą wodą i kotłem do podgrzewania wody. Wszyscy korzystali z tego ówczsnego "luksusu". Oświetlenie w centrali było żarowo-naftowe, a w domkach funkcjonowały zwykłe lampy naftowe. Później, po wielu staraniach, udało się uzyskać prąd elektryczny. Został doprowadzony do domków. Było to nadzwyczajne wydarzenie jak na owe czasy i wielka korzyść, zarówno dla Seminarium, jak i dla całych Trok. Nie sposób opisać radości, jaka opanowała wszystkich przy szkolnej wigilii, gdy po raz pierwszy zajaśniało światło elektryczne. Oprócz światła, za sprawą Seminarium, miasteczko Troki uzyskało nowoczesną drogę łączącą je z Wilnem. Na trasie Wilno-Troki powstała piękna serpentyna z unikalnym widokiem ze wzniesienia Ponary na kotlinę wileńską ze wstęgą Wilii.
Promieniowanie kultury szkolnej wywierało duży wpływ na rozwój miasteczka. Budynek internatu, budynek szkoły, szkoła ćwiczeń, domki-sypialnie porozrzucane po mieście, gromada dziewcząt emanujących siłą i radością życia - Seminarium oplotło Troki, zostało wchłonięte w ogólne zabudowania, a jednocześnie odróżniało się wyglądem, co miało swoje znaczenie wychowawcze i społeczne. W krótkim czasie stało się wizytówką Trok.
"Troczanki" w rozmowach określają Seminarium w Trokach jako niezwykłe, bardzo nowoczesne jak na tamte czasy. Szkoła, jako miejsce nauczania i internat, jako kuźnia wychowawcza, uzupełniały się nawzajem i stanowiły całość.
Aby zrealizować swoją własną wizję Seminarium, pani dyrektor Julia Rutkowska bardzo starannie dobierała personel pedagogiczny, co nie było rzeczą łatwą i wymagało czasu. W październiku 1924 r., czyli w pierwszych tygodniach istnienia Seminarium, przyjechała do Trok z Warszawy wycieczka słuchaczy Instytutu Nauczycielskiego ze swoim opiekunem Stanisławem Dobrowolskim. Byli oni mocno zaskoczeni, że świeżo zorganizowane Seminarium miało wygląd dobrze zagospodarowanego zakładu.
Z Instytutu Nauczycielskiego z Warszawy przybyli w drugim roku i latach następnych wybitni nauczyciele, tacy jak: Maria Chmielnicka - polonistka, Eugenia Dudkówna - matematyczka, Ludwik Jaworski - przyrodnik. Z Kobrynia przyjechała Władysława Szaniawska, która objęła kierownictwo szkoły ćwiczeń. Te osoby, dobrze znane pani Julii ze zjazdów "preparandziarzy" i z Instytutu Nauczycielskiego, utworzyły później rdzeń personelu i wychowawców internatu. Między dyrektorką, pedagogami i wychowankami wytworzyła się atmosfera szczególnej współpracy. Wszystkim udzieliła się spontaniczność połączona z wytrwałością, idee twórcze, będące źródłem bezustannej inicjatywy. Tak było w życiu internatowym i przy odrabianiu lekcji, które nie były szablonem. Nauczyciel był twórcą, a uczeń tworzywem, ale tak podatnym i jednocześnie żywotnym, że wkrótce stawał się elementem współdziałającym.
Stosunek nauczycieli do uczniów był wyjątkowy, serdeczny i bezpośredni. W szkole nie było zwrotu "pani profesor" czy "panie profesorze", ale "pani Marysieńko" (polonistka), "pani Janeczko" (matematyczka) czy "panie Ludwiku" (przyrodnik). Tylko do pani Julii Rutkowskiej zwracano się "pani dyrektor".
Osoba dyrektorki Julii Rutkowskiej odgrywała w życiu Seminarium szczególną rolę. Uczennice były z nią w stałym jej borykaniu się z rozliczonymi problemami, cieszyły się z jej osiągnięć. Kłopoty i sukcesy dyrektorki były kłopotami i sukcesami całej społeczności Seminarium. Dyrektorka traktowała uczennice w szczególny, rodzinny sposób. Czytała im listy pisane przez jej narzeczonego, legionistę Karola Sas-Dobrzańskiego, który poległ pod Kamieniem Podolskim w sierpniu 1917 r. Potrafiła rozmawiać z nimi na tematy intymne, prowadzić tzw. pogadanki uświadamiające.
W pierwszych latach istnienia Seminarium nauczanie było na ogół problemem dość trudnym, ze względu na duże braki wiedzy u młodzieży w stosunku do obowiązującego programu. Do szkoły przyjmowano badając głównie takie cechy, jak inteligencja, chęć do nauki, osobiste zainteresowania. Braki trzeba było wyrównać. Służył temu kurs wstępny, na który przyjmowano słabszych. Współpraca uczniów, pomoc dyżurujących wychowanków, skłaniały ogół do wytężonej pracy, pociągając nawet jednostki o słabej woli. Jedna z "troczanek" przyznała samokrytycznie: "Taka byłam słaba z matematyki". Na pytanie, czy bała się lekcji matematyki, parsknęła śmiechem: "Ależ skąd, nie bałam się wcale!". Nie było żadnej kontroli obecności ani sprawdzania odrobionej lekcji, a słowo "wagary" nie istniało w gwarze uczniowskiej.
Dużą wagę przywiązywano do wyposażenia klas i pracowni przedmiotowych. W pracowni matematycznej zainstalowano dwie tablice - jedną nad drugą - przesuwane pionowo, natomiast w pracowni plastycznej każda uczennica miała swój pulpit do rysowania.
Eugeniusz Kazimierowski był wybitnym nauczycielem rysunku. Wraz ze swym poprzednikiem, Czesławem Wierusz-Kowalskim, wydatnie przyczynił się do podniesienia estetyki i wystroju Seminarium. Według jego projektu wykonano sztandar szkolny - z jednej strony Orzeł polski, a z drugiej Matka Boża Niepokalanie Poczęta. Jako wystrój sali na rekolekcje zaproponował wykonany pod jego kierunkiem przez uczennice witraż, przedstawiający stylizowanego baranka i kielich z hostią. Eugeniusz Kazimierowski był autorem znanego pierwszego obrazu "Jezu, ufam Tobie", namalowanego według wskazówek siostry Faustyny Kowalskiej. Zmarł w 1939 r. w Białymstoku i tam został pochowany. Obecnie "troczanki" czynią starania o wmurowanie tablicy pamiątkowej w ścianie budynku, w którym mieszkał.
cdn.
Magdalena Łysakowska
Klara Zakrzewska