Zabawa zapustowa rejonu wile?skiego

Jak zapusty, to zapusty...

Z całą pewnością można stwierdzić, że 21 lutego mieszkańcom Dukszt i całego rejonu wileńskiego długo utkwi w pamięci. Po raz pierwszy rejonowe zapusty odbyły się w Duksztach. Gośćmi zapustów byli mer samorządu rejonowego Leokadia Januszauskiene, wicemerowie Teresa Paramonowa i Jan Sinicki, poseł na Sejm RL Jan Mincewicz, zastępca naczelnika powiatu wileńskiego Arvydas Klimkevičius, przedstawiciel rządu Jurgis Jurkevičius, starości, pracownicy samorządu rejonowego.

Dukszty stanęły do "góry nogami". Czego tam tylko nie było. O godz. 11 na żywo zaczyna swą transmisję "Telewizja duksztańska". O wszystkim, co odbywało się, informowano na bieżąco. I oto pierwsza wiadomość: w tym dniu będzie dużo zmian "na dobre", stąd Dukszty ogłoszono oddzielną republiką. Dowody były widzialne i słyszalne. Pracowały najważniejsze instytucje: "szpital", "policja", "wojsko", "nieskorumpowany urząd celny", "salon wróżb", obok chodzili "ubodzy", "nowi ruscy"... Wszystkiego nie da się wymienić.

Po raz pierwszy i jedyny wprowadzono tu dwujęzyczność: śpiew i hałas, a także nowe pieniądze - eurouśmiech. Przez cały czas trwała loteria, gdzie można było wygrać nawet "zieloną kartę".

Najważniejszym zadaniem tego dnia było jeść, jeść, jeść do syta, bo przecież przysłowie brzmi: "Syte zapusty - rok będzie tłusty..." A najeść się można było naprawdę do syta. Bliny, kiełbaski z bigosem i wszystko to... za darmo, za co dziękujemy miejscowej spółce "Biovela". Ale najsmaczniejsze były bliny "na chalawu".

Dla "przejedzonych" pomagali "lekarze". Cały porządek, spokój był pod bacznym okiem "policjantów" oraz "wojska z prawdziwym Napoleonem". Na teren republiki można było trafić tylko przez granicę, gdzie bez wizy i bez przeszukania nikt nie mógł trafić. Każdy miał pracę według swego zawodu. Każda "instytucja" musiała przedstawić swój zawód, czy to śpiewem, graniem albo czytaniem.

Jak na takie święto przystało, nie zabrakło przebierańców, diabłów, Cyganek, ubogich a nawet "nowych ruskich", którzy granicę przekroczyli nielegalnie.

I znowu transmisja, bo do telewizji przybyła wódz "wileńskiej federacji" Leokadia Januszauskiene wraz ze swoją drużyną. Pani wódz życzyła wesołej zabawy.

Później dowiadujemy się z agentury JBP ("jedna baba powiedziała"), że zapowiada się "przewrót państwowy", białą zimę ma obalić grupa spiskowców pod dowództwem Wiosny. Ale kto tam na plotki zwracałby uwagę; nadal więc trwa zabawa, tańce, wszyscy zajęci. I nagle, jak grom z jasnego nieba, słychać marsz żałobny, widzimy procesję z krzykiem i płaczem. Na czele parady kroczy Kłamstwo, Pycha, Zazdrość, Gniew, Zło, w środku trumna z kostuchą, na końcu - baba (tzw. marzanna). I wszystko to zbliża się do ogniska. Wychodzi "dyktator" Wiosna, przeprowadza referendum, pyta: "Czy chcecie zniszczyć zło, nienawiść, gniew?", a usłyszawszy "tak!", ogłosiła wszechmogąca Wiosna swój werdykt: "Za zło, za gniew, za mękę - spalić na ogniu!" I tak się stało. Zima została spalona i wszystko wróciło na swoje miejsce. Dzięki Bogu, że taka "republika" i przewrót w Duksztach był jednodniowy.

Radość i zabawy trwałyby bez końca, ale każdy początek ma swój kres. Musimy pamiętać, że nadchodzi okres powagi, skupienia i głębokiej zadumy... A wszyscy możemy stwierdzić, że święto, które pozwoliło nam znowu poczuć się jedną wielką rodziną, potrafiącą się zabawić, naprawdę się udało.

Serdecznie dziękujemy władzom rejonu wileńskiego, pani starościnie Wacławie Baniukiewicz, wszystkim zespołom, artystom z Mejszagolskiej Szkoły Średniej nr 1, Mejszagolskiej Szkoły Średniej im. księcia Olgierda oraz szkołom podstawowym z Dukszt i Ojran, pracownikom kultury z Czarnego Boru, Mejszagoły, Glinciszek, Kowalczuk, Ławaryszek, Sawiczun, Skirlan, Wojdat i Dukszt, sponsorom i wszystkim tym, którzy przyczynili się do wspólnego święta.

Edyta Isielonis
"lekarz główny święta"
Na zdjęciach: migawki z zapustowych Dukszt
Fot. Jerzy Karpowicz

<<<Wstecz